piątek, 21 września 2018

Nie, orientacja seksualna nie ma nic wspólnego z pedofilią

Część środowisk związanych z prawicą usiłuje powiązać orientację homoseksualną i pedofilię. To absurd, a rzekoma niepoprawność polityczna jest tylko próbą zablokowania dyskusji o przewinieniach Kościoła katolickiego.

Prawicowy fanpage „Kamieni Kupa” (prawie 77 tys. polubień) opublikował wczoraj notkę, według której orientacja homoseksualna miałaby być powiązana z pedofilią. W tej chwili wpis ma około 1,6 tys. polubień i ponad 650 udostępnień.

Na pierwszy rzut oka notka może wydawać się wiarygodna, gdyż nawiązuje do stylu artykułu naukowego, z przypisami i źródłami. W istocie jest jednak pełna przemilczeń i błędnych interpretacji. W ostatecznym rachunku nie prowadzi wcale do piętnowania wszystkich przestępców, lecz do wskazywania kozła ofiarnego, którym mają się stać ludzie o skłonnościach homoseksualnych.

Takie wpisy są naganne nie tylko z powodu nierzetelnego stosowania danych naukowych. Znacznie gorsze jest to, że służą do marginalizowania przewinień tych sprawców przemocy, którzy przez wiele dekad mogli liczyć na ochronę potężnych instytucji Kościoła katolickiego. W ten sposób administratorzy fanpage’a utrudniają wymierzenie sprawiedliwości przestępcom w sutannach oraz ukrywającym ich biskupom, a także zmniejszają szansę na skuteczną ochronę najmłodszych przed wykorzystaniem.

Co więcej, autorzy notki wzmacniają negatywne stereotypy dotyczące mniejszości seksualnej, która i bez tego musi się mierzyć z licznymi uprzedzeniami. Ta strategia kozła ofiarnego zasługuje na bezwzględne potępienie.

W dalszej części tekstu cytujemy (w niezmienionej formie) i analizujemy informacje podawane przez stronę „Kamieni Kupa” wraz z ich źródłami. „Cytujemy” i „Analizujemy”, gdyż jest to wpis współautorski, przygotowany wspólnie przez Staszka Krawczyka i Michała Zabdyra-Jamroza.

[UWAGA: Już po publikacji tekstu notka została usunięta (jak piszą autorzy fanpagea – przez administrację Facebooka). Ale nasz wpis przytacza ją niemal w całości, a ponadto dostępna jest także w innym miejscu].


Dziewczynka zapalająca świeczki w kościele na Malcie, 2011 rok
Autor: Peter Grima, źródło: Wikimedia Commons, licencja CC BY-SA 2.0

1.
Są naukowcy, którzy badali jaki procent wśród pedofilów stanowią konkretne grupy społeczne. Wyniki są niepoprawne politycznie, i choć prezentujemy jedynie publicznie dostępne informacje z podanymi źródłami naukowymi, to kontrowersyjne słowa zagwiazdkowaliśmy. Czemu? Bo pisze się o wysokim odsetku h*************tów wśród pedofilów – od 9 do aż 30-40 i 50 proc. (1). 
(1) Ryan C. W. Hall MD, Richard C. W Hall MD, PA, A Profile of Pedophlia: Definition, Characteristics of Offenders, Recidivism, Treatment Outcomes and Forensic Issues. Mayo Clinic Proceedings, April 2007, 82 (4): 457-471, przy czym jego autorzy powołują się na wiele innych źródeł naukowych
Autorzy notki mylą tutaj dwa zjawiska. Pierwsze z nich to orientacja homoseksualna, która we współczesnej nauce uznawana jest za tak samo normalną i zdrową, jak heteroseksualna (a więc np. nie figuruje w takich klasyfikacjach zaburzeń, jak ICD-11 i DSM-5). Pojęcie orientacji dotyczy tego, z jakiej grupy dojrzałych seksualnie ludzi skłonni jesteśmy wybierać partnerów czy partnerki w relacjach seksualnych lub romantycznych. W wypadku osób homoseksualnych zbiór taki będzie obejmował głównie – bądź też wyłącznie – osoby tej samej płci.

Drugie zjawisko nie występuje u ludzi zdrowych, lecz jedynie wśród pedofilów, tj. dorosłych czujących pociąg seksualny do osób niedojrzałych. Niektórzy z nich mogą osiągnąć pobudzenie seksualne przez kontakt z dziećmi tej samej płci (lub ich wizerunkami). Właśnie o tej grupie mówi cytowany artykuł.

Na stronie 524 tekst mówi wprawdzie o znaczącym odsetku „homoseksualnych pedofilów”, ale dosłownie w następnym zdaniu uściśla: „This finding does not imply that homosexuals are more likely to molest children, just that a larger percentage of pedophiles are homosexual or bisexual in orientation to children”. Szkoda, że tego już strona „Kamieni Kupa” nie cytuje.

Najprościej mówiąc, przytaczany artykuł w ogóle nie dotyczy osób zdrowych (homoseksualnych, heteroseksualnych, biseksualnych...). Dotyczy jedynie pedofilów. Użyta w tekście terminologia może być myląca, ale odpowiednia wiedza lub namysł powinny wystarczyć do właściwego zrozumienia artykułu.

[UWAGA: Po komentarzach, które do nas dotarły, chcemy podkreślić, że powyższy artykuł posługuje się słowem „homosexual” w dwu różnych znaczeniach. Widać to w przytoczonym fragmencie, gdzie wyraz „homosexuals” określa zainteresowanie innymi osobami dojrzałymi seksualnie, a sformułowanie „homosexual [...] in orientation to children” wskazuje na pociąg do dzieci. Jest tu mowa o dwu różnych zjawiskach, które dla przejrzystości powinny być opisywane przy użyciu odmiennych terminów, dlatego zastosowanie w obu wypadkach wyrazu „homosexual” uważamy za wadę tego artykułu].


2.
Badania wykonywali m.in. dr Heasman i dr Freund z Clarke Institute of Psychiatry w Toronto, którzy zajmowali się 457 pedofilami. Ustalili, że spośród nich aż 1/3 to h***********ści. Pierwszemu z badaczy wyszło 34 proc., a drugiemu - 32 proc.(2). 
(2) Freund K. et al., Pedophilia e heterosexuality v. H********lity. J Sex & Martial Therapy, 1984; 10, 193-200
W cytowanym artykule zbadano 457 męskich sprawców przemocy seksualnej wobec dzieci. Spośród nich 165 dopuściło się czynów pedofilnych wobec chłopców. Uczeni wskazują, że badali tylko mężczyzn, ponieważ „Pedophilia either occurs exclusively in men, or is extremely rare in women” (s. 194).

Podobnie jak w poprzednim wypadku, autorzy rozróżniają pociąg do dzieci tej samej płci co sprawca (stąd dość niefortunny termin: „homoseksualna pedofilia”) oraz preferencję erotyczną względem dojrzałych fizycznie osób płci męskiej. To drugie zjawisko artykuł określa rzadkim już mianem androfilii (dzisiaj w tym kontekście dość powszechnie mówimy o homoseksualistach albo gejach). I tutaj znów widać błąd administratorów Kamieni Kupa, którzy pomieszali obie powyższe kategorie.

Skądinąd sami autorzy artykułu wyraźnie wskazują na wcześniejsze badania, w których geje nie wykazywali seksualnego zainteresowania dziećmi tej samej płci. Autorzy piszą również wprost, że zgodnie z wynikami, które uzyskali, pedofilia oraz pociąg wobec dojrzałych osób dowolnej płci mają odmienne podłoże: „In light of these findings, it is likely [...] that sex preference in pedophilia is etiologically different from the sex preference of males who prefer physically mature partners of either sex” (s. 198).

[UWAGA: W tym miejscu po otrzymanych komentarzach również chcielibyśmy uściślić kilka kwestii. Po pierwsze, zaznaczamy, że źródło cytowane przez autorów wpisu przedstawia tezy zmierzające w odwrotnym kierunku, niż ci autorzy twierdzą. Po drugie, sformułowanie „it is likely” brzmi mało stanowczo, ale taka jest specyfika stylu naukowego, w którym często zachowuje się nawet przesadną ostrożność. Po trzecie, o braku związku między orientacją seksualną i pedofilią świadczy nie tylko to jedno badanie, lecz również wiele innych źródeł przywołanych w niniejszym tekście].


3.
Wykonywano też inne badania, np. sprawdzano klinicznie reakcje organizmów pedofilów (przepływ krwi przez członek) na obrazy dzieci. Tu wyszło, że wśród pedofilów, h***********ści stanowią 9 proc.(3). 
(3) Freund K, Watson RJ, The proportions of heterosexual and h******ual pedophiles among sex offenders against children: an exploratory study
Wnioskowanie czy insynuowanie na tej podstawie, że osoby homoseksualne mają większą skłonność do pedofilii (a taka jest główna teza krytykowanego przez nas wpisu), byłoby błędne. Autorzy cytowanego artykułu na stronie 41 wprost nazywają takie stwierdzenia „mitem obalonym we wcześniejszych badaniach.

4.
Ale np. w USA badano przypadki molestowania dzieci przez przybranych rodziców i ustalono, że aż 50 proc. miało charakter h********alny. W samym stanie Ilinois wyszło 34 proc.(4). Na dodatek okazało się, że pedofile h********alni objęci badaniem, mieli molestować średnio dwa razy więcej dzieci, niż reszta(5), a dane zbierano z oświadczeń samych pedofilów. 
(4) Cameron P., Are Over A Third of Foster Parent Molestations H******ual? Psychological Reports 2005;96:275-298. http://www.familyresearchinst.org/2009/02/are-over-a-third-of-foster-parent-molestations-homosexual/ 
(5) W pierwszej grupie średnio 10,7 molestowanych dzieci i 53 aktów pedofilskich, w drugiej odpowiednio 5,2 i 35
Do przytaczanych badań Paula Camerona nie będziemy się teraz odnosić, gdyż cała jego działalność zasługuje na osobną analizę. W tym miejscu zaznaczymy jedynie, że dr Cameron jest silnie zaangażowanym aktywistą, który działa przeciw prawom środowisk LGBTQ+, a jego rzetelność i etykę naukową wielokrotnie podawano w wątpliwość. Tutaj można znaleźć zwięzłe podsumowanie tej problematyki.

5.
Gdy informacje zebrano z oświadczeń anonimowych, wyszły jeszcze większe różnice. Wśród księży 80,9 proc. ofiar molestowania było płci męskiej(6).
(6) The Nature and Scope of Sexual Abuse of Minors by Catholic Priests and Deacons in the United States 1950-2002
Autorzy odnoszą się tu do amerykańskiego raportu John Jay College of Criminal Justice. Wskazany odsetek istotnie się tam pojawia, ale należało zajrzeć również do kolejnego dokumentu przygotowanego przez tę samą instytucję. Pokazuje on bowiem na parę sposobów, że wśród amerykańskich księży krzywdzących dzieci nie zaobserwowano jakiejkolwiek nadreprezentacji osób homoseksualnych.

Skąd więc tak duży procent poszkodowanych chłopców? Aby go wyjaśnić, musimy zerwać z potocznym przekonaniem, że najważniejszym – lub wręcz jedynym – powodem pedofilii w sensie prawnym (tj. czynów pedofilnych) jest pedofilia w sensie psychiatrycznym (tj. pociąg do dzieci). Wówczas dostrzeżemy, że dla dużej części przestępców istotniejsze okazują się inne czynniki, np. dostępność ministrantów jako potencjalnych ofiar. W tym miejscu jeden z nas napisał o tym nieco więcej.

6.
No właśnie, operujemy tu liczbami na poziomie 9, 30, 40, a nawet 50 procent... A ilu księży jest wśród pedofilów? Według raportu rządowego Children's Bureau, jeden duchowny przypada na 3000 sprawców przestępstw seksualnych przeciw dzieciom w USA. Jest to 0,034 proc. Również w USA, ale z innego okresu wyszło 0,05 proc. To samo we Włoszech. W Niemczech od 1995 do 2012 roku było 210.000 przestępstw seksualnych, z czego 100 dotyczyło księży, czyli wychodzi znów 0,05 proc.
Księżą stanowią znikomy ułamek populacji, trudno więc oczekiwać, by odpowiednie odsetki były wyższe. Kluczowy nie jest udział sprawców w sutannach wśród wszystkich przestępców, lecz wśród wszystkich księży. A o tym piszemy w następnym punkcie.

Być może autorzy notki chcą zasugerować, że skala problemu w całym społeczeństwie jest marginalna, a przez to nie ma powodu, aby poświęcać mu wiele uwagi. Byłaby to jednak pułapka. Problemem nie jest wyłącznie cierpienie bezpośrednich ofiar (chociaż nie można go bagatelizować). Jest nim też systemowe tuszowanie przestępstw przez katolickich hierarchów w wielu krajach świata, a także w samym Watykanie. Zwłaszcza w Polsce, w której Kościół odgrywa istotną rolę w życiu społecznym i politycznym, powinno to budzić głęboki niepokój i skłaniać do wielu trudnych pytań o sposób funkcjonowania kościelnych instytucji.

7.
Ekke Overbeek, autor książki "Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim kościele mówią" ustalił, że w latach 2000-2013, 35 księży zostało skazanych w Polsce za molestowanie małoletnich. W Polsce jest ok. 30 tys. księży katolickich. Nie ma obiektywnego sposobu, by wyliczyć dokładną ilość pedofilów, ale nawet przyjmując, że drugie tyle spraw było niewykrytych, a nawet TRZY razy tyle, CZTERY razy tyle - to otrzymujemy 0,5 proc. Wyliczenia mogą się też różnić pod względem kraju. Amerykański Episkopat poinformował, że tam podejrzenie o molestowanie nieletnich sformułowano wobec 5 proc. księży czynnych w latach 1950-2015.
W innym fragmencie książki Overbeek pisze: „Jeżeli trzymamy się najbardziej restrykcyjnego kryterium – czyli dwudziestu siedmiu skazanych księży – widać, że prawie 0,1 procent duchowieństwa w ciągu dziesięciu lat skazano za pedofilię. Odsetek dla wszystkich dorosłych mężczyzn wynosi tymczasem 0,05 procent [...]. Wygląda więc na to, że pedofilia występuje wśród księży częściej niż w całej populacji”. Ale autorzy notki pominęli to porównanie.

Dla pełnego obrazu dobrze byłoby jeszcze porównać odsetek winnych księży nie tylko z całą męską populacją, lecz także z odsetkiem sprawców czynów pedofilnych w innych zawodach, w których przestępcy mogą mieć łatwy dostęp do dzieci (np. w szkole). Przede wszystkim jednak przyjęte na stronie Kamieni Kupa założenie, że na każdy wyrok skazujący przypada maksymalnie trzech niewykrytych sprawców, jest niezwykle optymistyczne.

Wspomniany już niemiecki raport podaje odsetek 4,4% przestępców wśród krajowych duchownych – z zastrzeżeniem, że to ostrożne oszacowanie. Amerykański raport Johna Jaya, wskazuje na 4,3% oskarżonych kapłanów, nie przesądzając o ich winie (odsetek 5%, który został przytoczony – co doceniamy – przez administratorów Kamieni Kupa, dotyczy tylko podzbioru księży diecezjalnych). Nie widzimy powodów, dla których w polskim przypadku procent sprawców miałby być wielokrotnie niższy. Zresztą jezuita Adam Żak, oficjalny koordynator Konferencji Episkopatu Polski ds. ochrony dzieci i młodzieży, mówi wprost o przenoszeniu przestępców z parafii do parafii: „Nie mam żadnych przesłanek, by uznać, że w polskim Kościele postępowano inaczej niż w amerykańskim albo irlandzkim”.

8.
Kim są pedofile z zawodu? Sprawdźmy na przykładzie polskich szacunkowych statystyk liczebności pedofilii i zestawienia zawodów, jakie wykonują. Prawie 2/3 pedofilów nie miało żadnego wyuczonego zawodu. Księża, lekarze i nauczyciele wbrew oczekiwaniom stanowią pojedyncze przypadki w stosunku do całego zestawienia. Więcej pod tym względem jest już nawet ślusarzy, rolników i mechaników.(7). 
(7) Dane na temat skazanych za pedofilię opublikowane na stronach Senatu w zaadresowanym do marszałka Bogdana Borusewicza liście podsekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Stanisława Chmielewskiego.
Informacje te pochodzą z dwustronicowego listu napisanego przez przedstawiciela korpusu politycznego ministra sprawiedliwości. Nie są to surowe dane statystyczne, tylko krótkie podsumowanie z impresji na temat takich danych. Nie ma w tym liście konkretnych informacji o liczbie księży skazanych za pedofilię; mowa jest tylko o „pojedynczych osobach”. Jedyne dokładne dane dotyczą liczby murarzy (70 osób odsiadujących wyroki w 2013 roku), ślusarzy (30 więźniów), rolników (30 więźniów) i tak dalej.

Ale to drobne kwestie; problem leży gdzie indziej. Otóż omówione już przez nas dane sugerują, że liczba skazanych duchownych jest niewielką częścią ogółu sprawców w tej grupie społecznej. Jeśli w latach 2000–2013 zapadły wyroki na około trzydziestu księży, a w roku 2013 w więzieniach znajdowało się najwyżej kilku, to niestety wykrywalność przestępstw seksualnych w tej zbiorowości była najprawdopodobniej bardzo niska.

9.

Kumulacją błędów i manipulacji ze strony autorów wpisu są dwa wykresy kołowe, które go ilustrują. Diagramy nie zawierają żadnych objaśnień – co do ich znaczenia można tylko czynić domysły.

Jeden wykres, oznaczony symbolem krzyża, wskazuje zapewne na zbiór księży katolickich. Jego mikroskopijny wycinek wyróżniony na rysunku może zaś oznaczać pedofilów. (Ewentualnie całość mogłaby stanowić zbiór wszystkich pedofilów z zaznaczonym odsetkiem duchownych).

Drugi zbiór opatrzono tęczową flagą. Być może chodzi o wszystkich przedstawicieli środowisk LGBTQ+ i udział pedofilów w tej grupie. Być może jednak ma to być raczej zbiór pedofilów ogółem i różne odsetki przedstawicieli LGBTQ+ w tym gronie. Jak możemy zakładać, odnoszą się one do szacunkowych danych wskazanych w tekście: „od 9 do aż 30-40 i 50 proc.”.

Problem w tym, że dane te dotyczą odsetka pedofilów – tylko mężczyzn! – którzy byli sprawcami przemocy seksualnej wobec chłopców. Wykorzystane informacje nie mówią nic o odsetku gejów będących oprócz tego pedofilami (a najprawdopodobniej jest to odsetek tak samo niski, jak w przypadku mężczyzn heteroseksualnych). Tym bardziej nie dotyczą udziału pedofilów wśród wszystkich osób LGBTQ+, w tym np. lesbijek.

Chociaż autorzy notki deklarują: „Wyniki są niepoprawne politycznie”, to w przytoczonych artykułach naukowych żadnych takich rezultatów nie ma. Niepoprawna natomiast – i rzeczywiście ułożona według politycznego klucza – jest interpretacja wyników badań przez autorów wpisu.

Tym bardziej trudno zrozumieć wygwiazdkowanie w tekście słów „homoseksualista” czy „homoseksualny”. W cytowanych pracach wyrazy te są stosowane, używa się ich też w zwyczajnym dyskursie publicznym. Być może autorzy chcieliby, aby miały charakter obraźliwy, ale tak nie jest.

*

Podsumowując: błędem środowisk, które usiłują powiązać pedofilię z homoseksualizmem, jest ignorowanie rezultatów badań naukowych. Badania te wykazują, że bycie gejem (mężczyzną zainteresowanym – erotycznie i romantycznie – innymi dojrzałymi mężczyznami) absolutnie nie jest powiązane z byciem pedofilem (mężczyzną seksualnie zainteresowanym chłopcami). Notka strony „Kamieni Kupa” to tylko jeden z wielu przykładów.

Nie sądzimy, aby był to błąd przypadkowy. Wszystko wskazuje, że wynika on częściowo z ulegania stereotypom, a częściowo ze świadomej strategii tworzenia kozła ofiarnego. Takie podejście budzi zarówno nasz sprzeciw intelektualny, jak i moralny.

Pozwolimy też sobie na pewną złośliwość. W jednym z badań przytaczanych w artykule, który cytują autorzy notki (zob. pkt 2), okazało się, że geje rzadziej doświadczają pobudzenia seksualnego na widok zdjęć nagich chłopców niż heteroseksualni mężczyźni na widok nagich dziewczynek. Nadinterpretacja tych danych w duchu fanpage’a „Kamieni Kupa” mogłaby doprowadzić nas do wniosku, że to heteroseksualna orientacja związana jest ze skłonnościami pedofilnymi.

*

Najchętniej napisalibyśmy tylko tyle, że jest 2018 rok, a próby połączenia jakiekolwiek orientacji seksualnej z pedofilią są absurdalne od paru dekad. Ale takich prób jest zbyt dużo, by je przemilczeć. I będzie pewnie coraz więcej, ponieważ katastrofy pedofilii w Kościele katolickim nie można już zamieść pod dywan. A to oznacza, że część prawicowych komentatorów będzie starała się odwrócić uwagę opinii publicznej od faktycznych przyczyn problemu.

Mamy nadzieję, że im się nie uda.

*

[Dla przypomnienia: powyższy wpis jest tekstem współautorskim, napisanym wspólnie przez Michała Zabdyra-Jamroza i Staszka Krawczyka].

3 komentarze:

  1. „Jeżeli trzymamy się najbardziej restrykcyjnego kryterium – czyli dwudziestu siedmiu skazanych księży – widać, że prawie 0,1 procent duchowieństwa w ciągu dziesięciu lat skazano za pedofilię. Odsetek dla wszystkich dorosłych mężczyzn wynosi tymczasem 0,05 procent [...]. Wygląda więc na to, że pedofilia występuje wśród księży częściej niż w całej populacji”.

    No dobrze - ale wśród księży występuje też większy odsetek homoseksualistów, niż wśród wszystkich dorosłych mężczyzn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to nie ma nic do rzeczy, bo pedofilia nie zależy od orientacji. Wśród księży jest też więcej osób o natchnionym głosie, nic to jednak nie zmienia w naszej sprawie. ;-)

      Usuń