25 sierpnia na lubelskim Polconie odbyła się prapremiera powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Miałem przyjemność poprowadzić to spotkanie, a teraz mogę przedstawić Wam zredagowany zapis rozmowy.
W rozmowie uczestniczyli również inni uczestnicy spotkania, przede wszystkim Katarzyna Sienkiewicz-Kosik – współwłaścicielka wydawnictwa Powergraph, która przygotowywała książkę do druku w ramach serii Kontrapunkty. „Niepełnia” jest dostępna w przedsprzedaży w wersji papierowej i elektronicznej.
____________
Jaką tajemnicę skrywa zasypany śniegiem biały dom na odludziu? Kto w nim mieszka (mieszkał), kto w nim jest (był) więziony i kto w nim umiera (umarł)? […] Dziewczyna niepełna dziewczęcości, czy chłopak niepełny chłopięcości – kim się czują, kim tak naprawdę są bohaterowie?
Niepełnia to kryminał nieoczywisty. Tajemnicza i nastrojowa, szkatułkowa, pełna ukrytych znaczeń literacka podróż do tożsamości płci.
[Fragment zapowiedzi wydawniczej].
____________
STASZEK KRAWCZYK: Czy na początek opowiedziałabyś nam w paru zdaniach, o czym jest twoja książka?
ANNA KAŃTOCH: Przez pół roku pracowałam nad tym, żeby nie było to oczywiste, więc może nie tak od razu!
Na pewno jest to książka z gatunku, który ja nazywam „coś dziwnego”. Chyba Jarek Grzędowicz proponował mi kiedyś termin „Kańtochpunk”, ale on jakoś się nie przyjął. Może dlatego, że na razie napisałam mało takich powieści: „Czarne” i właśnie „Niepełnię”
Fabuła typowej książki jest jak to. [Autorka pokazuje kartkę papieru]. A fabuła „Niepełni” jest jak to. [Autorka odcina papierowy pasek i układa go tak, że przypomina wstęgę Moebiusa]. Zamiast linearnej historii mamy tu ciąg zagnieżdżonych w sobie opowieści, w którym koniec w pewien sposób powraca do początku.
KATARZYNA SIENKIEWICZ-KOSIK: Pamiętam, że kiedy pierwszy raz czytałam „Niepełnię”, było lato, położyłam się na hamaku i nie wstałam z niego, dopóki nie skończyłam czytać książki. Ta powieść właśnie tak działa: kiedy ją skończyłam, kiedy przeczytałam ostatnie słowo, miałam ochotę natychmiast zacząć czytać od początku.
S.K.: Struktura tej książki jest rzeczywiście ciekawa. „Niepełnia” składa się z trzynastu opowieści, a zakończenie każdej z nich stanowi początek następnej. Troszkę tak, jak w „Baśniach tysiąca i jednej nocy”, chociaż tutaj czasami powracamy do postaci z wcześniejszych rozdziałów. Ponadto narracja krąży między perspektywą pierwszo- i trzecioosobową, a oprócz czasu przeszłego pojawia się również przyszły.
Skąd takie wybory narracyjne?
A.K.: Lubię dziwne narracje i eksperymenty stylistyczne. Kiedyś na przykład postanowiłam napisać cały tekst w czasie przyszłym i trzeba było znaleźć taką opowieść, w której ta forma miałaby sens. W ten sposób powstało opowiadanie „Okno Myszogrodu”. A w „Niepełni” cała ta szkatułkowa konstrukcja wzięła się częściowo stąd, że jakiś czas temu przeczytałam „Pamiętnik znaleziony w Saragossie” i bardzo mi się jego budowa spodobała.
S.K.: W jaki sposób powstawała „Niepełnia”?
A.K.: Mogę powiedzieć, jak rozpisywałam sobie wszystkie te historie. Wzięłam od Krzyśka Wójcikiewicza różnokolorowe karty do „Magic: The Gathering”, rozkładałam je na stoliku i próbowałam przetasować: tutaj kolor czerwony, tutaj zielony, a potem może znowu czerwony, a może jednak niebieski? Każda barwa oznaczała wątek jednej osoby – poszczególne historie nie są opowiadane jako całość, tylko przerywane innymi historiami. Spędziłam chyba trzy dni, przekładając te karty między sobą i szukając układu, w którym wszystkie opowieści będą płynnie między sobą przechodziły. Tak powstała struktura tej książki.
Skądinąd pomysł na „Niepełnię” miałam już dwa czy trzy lata temu, ta historia ciągle we mnie tkwiła, ale dopiero na przełomie 2015 i 2016 roku zaczęłam o niej poważniej myśleć. Przez pewien czas nie potrafiłam znaleźć dla niej ostatecznego kształtu, miałam tylko mętny zamysł. Zaczęłam nawet pisać i wydawało mi się, że pierwsze strony są przyzwoite, ale nie wiedziałam, co dalej. Aż w końcu przyszedł taki tydzień, kiedy postanowiłam usiąść i porządnie przemyśleć, jak to wszystko ma wyglądać; wtedy właśnie rozkładałam te karty. A potem jakoś to już poszło.
K.S.-K.: Wytłumaczę się tutaj z tego, dlaczego premiera „Niepełni” przypada dopiero pod koniec września. Niedawno w Wydawnictwie Czarne urządzono premierę innej książki Ani, „Wiary”, i poproszono nas, abyśmy zachowali jakiś odstęp czasowy. Stąd przesunięcie. Mieliśmy książkę wcześniej, mogliśmy ją wydać, ale szukaliśmy dogodnego terminu i wydawało się nam, że przed końcem wakacji byłoby dobrze. A ostatecznie będzie po wakacjach.
A.K.: Tak, „Niepełnia” była napisana nawet wcześniej niż „Wiara”. Ukazują się w odwrotnej kolejności.
Swoją drogą miejsce, w którym rozgrywa się finał książki, jest oddalone o jakieś trzysta metrów od letniego domu moich rodziców. Nie podałam adresu, ale jeżeli ktoś bardzo chce, to na podstawie powieści trafi do tego domu. Ewentualnie do sąsiadów.
Naprawdę istnieje też opisana w powieści Góra Matyska z bardzo ciekawą drogą krzyżową, w której Rzymianie wbijający gwoździe w ciało Chrystusa wyglądają jak szkielety. To jest niedaleko Żywca.
S.K.: „Wiara” jest kontynuacją kryminału „Łaska”. W nagranej zapowiedzi tego ostatniego znajduje się taki fragment: „Kryminał […] to jest dla mnie […] opowieść podstawowa. Wszystkie historie, które wymyślam – one zawsze zawierają jakiś element zagadki, kryminału”. Czy zatem również „Niepełnia” jest kryminałem?
K.S.-K.: Przygotowywaliśmy różne reklamy dla tej powieści i w magazynie „Książki” będzie hasło „kryminał nieoczywisty”. Wymyśliliśmy je, żeby było zachęcające, ale nie było nieprawdą.
S.K.: Jacek Dukaj ukuł też kiedyś termin „kryminał ontologiczny”.
A.K.: Mam wrażenie, że „kryminał ontologiczny” dotyczy raczej natury świata.
S.K.: Jak w „Śledztwie” Lema.
A.K: Z określeniem „kryminał” mam ten kłopot, że wiadomo, jakie budzi ono skojarzenia: trup, śledztwo, znajdowanie kolejnych poszlak i przejrzyste zakończenie, w którym mordercą okazuje się określona osoba. Tutaj jest, owszem, element zagadki, ale ja bym z tym „kryminałem” odrobinę uważała.
K.S.-K.: W empiku mogłoby to stanąć na półkach „Proza polska”, „Fantastyka”, „Kryminał”.
S.K.: „Fantastyczny kryminał pisany prozą – polską”.
A.K.: A nie można by tak od razu na półkach z bestsellerami?
Ale tak, nie przeczę. To jest kryminał – w pewnym stopniu.
Anna Kańtoch (fot. Mikołaj Starzyński, źródło: fanpage wydawnictwa Powergraph)
S.K.: Jeżeli jest w tej książce chociaż trochę kryminału, to nie takiego, jak w klasycznych kryminałach angielskich – Arthura Conan Doyle’a czy Agathy Christie. Tam wchodzimy w świat, w którym porządek zostaje zaburzony i nie wiemy, jak to nastąpiło, ale pod koniec utworu dzięki rozumowaniu bohatera czy bohaterki wszystko układa się jak puzzle.
Z kolei we wspomnianym „Śledztwie” wkraczamy w chaos i pozostajemy w nim już do końca. Świat zostaje tam przedstawiony jako coś niezrozumiałego, a nie coś, co da się do ostatka wytłumaczyć.
Czy w takim razie „Niepełnia” jest podobna raczej do „Śledztwa” (lub może tekstów Philipa K. Dicka) niż do kryminałów Christie i Conan Doyle’a?
A.K.: Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że ani do tego, ani do tego!
Na pewno nie jest to książka w stylu Agathy Christie, bo tutaj nie wszystko się spina na poziomie czystego realizmu czy prawdopodobieństwa życiowego. Nie jest nawet tak jak w „Czarnym”, gdzie wystarczyło przyjąć do wiadomości, że istnieją w tym świecie pewne elementy fantastyczne, i potem zdarzenia zaczynały do siebie pasować. „Niepełnia” to również chyba pierwsza moja książka, w której sama nie mam wszystkich odpowiedzi.
S.K.: Może nie wszyscy uczestnicy spotkania wiedzą, że parę lat temu Adam Rotter w portalu Katedra opublikował świetną analizę „Czarnego” jako powieści fantastycznonaukowej. Ten tekst pokazuje, jak tropy rozsiane po całej książce rzeczywiście układają się w jednoznaczną całość.
K.S.-K.: Ja bym powiedziała, że w „Czarnym” tropy prowadziły do czegoś, do rozwiązania, a w „Niepełni” tropy mylą.
A.K.: Mylą?
Tak czy inaczej, moim zamiarem nie było to, aby czytelnik zostawał z poczuciem, że to jest chaos. Nie próbowałam napisać kryminału w stylu Agathy Christie, ale też nie chciałam przedstawiać świata jako czegoś niezrozumiałego. Chodziło mi raczej o to, aby wszystko składało się w całość na poziomie metaforycznym, symbolicznym.
S.K.: Przypomina mi się tutaj prelekcja konwentowa Wita Szostaka sprzed paru lat, która zakończyła się zawołaniem: „Gwiżdżę na spójność świata przedstawionego!”. Według mnie Szostak miał na myśli to, że istnieją też inne typy spójności. Na przykład „Władca Pierścieni” jest dobrze poukładany faktograficznie, ale też bardzo konsekwentny pod względem wymowy etycznej i teologicznej.
Podobnie w „Niepełni” można patrzeć na poszczególne historie pod kątem tego, w jaki sposób z różnych perspektyw naświetlają ten sam problem.
A.K.: Ja sama odbieram „Niepełnię” jako historię pewnej przemiany.
K.S.-K.: Wiedziałam, że to jest książka nieoczywista, i w trakcie pracy nad nią spytałam Anię, na ile pewne rzeczy chcemy sobie dopowiadać, a na ile nie. I nasze podejście okazało się podobne: książka powinna zachować sferę tajemnicy, niedopowiedzeń, nieokreśloności. A żeby upewnić się, że nie jest za bardzo nieokreślona, poprosiłam o pomoc Marcina Zwierzchowskiego jako dobrego, wyrobionego czytelnika. Chciałam zobaczyć, czy zrozumie zamysł Ani, i zrozumiał.
A.K.: Ja wypróbowywałam tę powieść na grupie testowej z sekcji literackiej Śląskiego Klubu Fantastyki, czytało ją chyba siedem, osiem osób. Większość może nie potrafiła po pierwszej lekturze zrekonstruować całości, ale wychwytywała to, co najważniejsze. A jedna z tych osób, Ania Hrycyszyn (autorka książki „Zatopić «Niezatapialną»”), zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie: rozpisała mi całą powieść i jej odczytanie w pełni zgadzało się z tym, co ja sobie umyśliłam. Wtedy uznałam, że „Niepełnię” da się zrozumieć, więc jest dobrze.
S.K.: Na pytanie „o czym jest ta książka?” można odpowiedzieć, wymieniając wydarzenia, ale można też opisać problematykę. W „Niepełni” mamy sporo postaci, których tożsamość jest nieoczywista, a nawet zmienna – zarówno dla nich samych, dla innych bohaterek i bohaterów, jak też dla czytających.
A.K.: To jest zdecydowanie powieść o tożsamości. Przyznam się przy okazji, że to rozbudowany pomysł z wydanej wcześniej przez Powergraph antologii „Pożądanie”, z opowiadania „Człowiek nieciągły”. Była to historia człowieka, którego sąsiadami jest dwoje młodych ludzi, chłopak i dziewczyna. Tak jak w „Niepełni” ważną rolę odgrywało tam przejście z jednej tożsamości płciowej do innej.
S.K.: Czy w takim razie doradzałabyś czytelniczkom i czytelnikom, żeby przed „Niepełnią” sięgnęli do „Człowieka nieciągłego”?
A.K.: Jeśli kogoś ciekawi ta tematyka, to oczywiście zachęcam do lektury obu tekstów, natomiast nie trzeba znać jednego, żeby przeczytać drugi.
S.K.: Jak to się stało, że problem nieoczywistej tożsamości płciowej stał się w Twoich utworach istotny?
A.K.: A stał się istotny? Ojejku!
S.K.: Jest „Człowiek nieciągły”, jest „Czarne”, jest „Niepełnia”… Jeśli ta ostatnia w przyszłym roku też dostanie Nagrodę Zajdla albo Nagrodę Żuławskiego, będziesz już mieć na koncie przynajmniej trzy nagrodzone utwory poruszające tę problematykę.
A.K.: W „Czarnym” to było troszkę inaczej, bo tam pojawiała się kwestia – powiedzmy – dość niejasnych preferencji seksualnych. To faktycznie da się znaleźć w mojej twórczości. Natomiast problem tożsamości płciowej występuje w moich tekstach chyba dopiero po raz drugi – najpierw w „Człowieku nieciągłym”, a teraz tutaj.
S.K.: W porządku – zatem przeszarżowałem.
A jak pisało ci się fragmenty, w których chciałaś stylistycznie oddać to, że tożsamość danej postaci jest niepewna? Weźmy zdanie z zapowiedzi okładkowej: „Co stało się z dzieckiem, które nie chce zdecydować, czy jest dziewczynką, czy chłopcem («Za każdym razem mówiło sobie: Jeszcze nie. Nie dzisiaj. Później, jak będę duży i silna»)”.
A.K.: W książce jest całe opowiadanie o tym dziecku, nazywanym przez rodziców Słoneczkiem – w rodzaju nijakim, bo oni też nie za bardzo wiedzą, jak sobie poradzić z dwupłciowością dziecka. Na początku chciałam pisać cały ten fragment naprzemiennie w rodzaju męskim i żeńskim, natomiast to strasznie dziwnie wyglądało i w końcu zrezygnowałam. Ślad pozostał tylko w tym jednym zdaniu, w którym dziecko istotnie myśli w sobie częściowo w rodzaju męskim, częściowo w żeńskim, ponieważ nie jest zdecydowane na to, jaką płeć chciałoby mieć, a rodzice ciągle próbują je zmusić do określenia się.
W języku polskim nie ma końcówek, które by tu dobrze brzmiały, które określałyby osoby takie jak Słoneczko. Zresztą nawet gdyby były, to przypuszczam, że akurat to dziecko nie miałoby szans ich znać, ponieważ urodziło się w dość typowym świecie, gdzie funkcjonuje sztywny binarny podział na męskość i żeńskość. Identyfikowało się więc z jedną i drugą płcią.
Katarzyna Sienkiewicz-Kosik (fot. Zuki Studio i Aga Lamcha-Chełchowska, źródło: profil facebookowy Katarzyny Sienkiewicz-Kosik)
S.K.: Wracając jeszcze na chwilę do „Czarnego”: przed spotkaniem myślałem o tym, aby poszukać podobieństw między tamtą powieścią a „Niepełnią”. Teraz jednak mówimy raczej o różnicach. Na przykład o tym, że „Czarne” dotyczy niedookreślonych preferencji seksualnych lub orientacji seksualnej, a „Niepełnia” – niejasnej tożsamości płciowej.
A.K.: W „Czarnym” chodziło mi nawet bardziej o konstrukcję świata: skąd się wziął, dlaczego akurat tak wygląda, dlaczego jest taki dziwny i dlaczego główna bohaterka czuje się w nim tak bardzo zagubiona.
S.K.: Czy to znaczy, że te dwa utwory nie są do siebie specjalnie podobne? Poza tym, że oba są pewnym wyzwaniem?
A.K.: Oba mają ładne okładki, oba wydał Powergraph…
K.S.-K.: Odkąd wydaliśmy „Czarne”, chodziłam za Anią i mówiłam: napisz „Białe”, napisz „Białe”.
A.K.: Przez dłuższy czas nie miałam tytułu dla „Niepełni” i pierwszy plik, w którym pisałam, nazywał się roboczo: „Różowe”. Potem mógł się stać „Opowieścią o opowieściach”, kiedy jednak napisałam o tym na blogu, zgłosił się do mnie Krzysiek Piskorski z nieśmiałym pytaniem, o czym ta książka będzie, bo on ma pomysł na tekst, który chce nazwać bardzo podobnie. Porozmawialiśmy i uznałam, że do jego koncepcji ten tytuł pasuje bardziej, a ja wybiorę jakiś inny. Rozpisałam konkurs wśród członków sekcji literackiej ŚKF i stanęło właśnie na „Niepełni”.
S.K.: Skoro już przy tytule jesteśmy: okładka mówi o „dziewczynie niepełnej dziewczęcości, chłopaku niepełnym chłopięcości”. To sugeruje, że słowo „Niepełnia” odnosi się właśnie do tożsamości postaci. Czy są jeszcze jakieś warstwy znaczeniowe w tytule, które warto śledzić podczas lektury?
A.K.: Generalnie miałam na myśli właśnie taką niepełnię człowieczeństwa. Jeżeli spojrzymy w ten sposób, to jedyną rzeczywiście pełną osobą w książce będzie Słoneczko, łączące w sobie aspekty żeńskości i męskości. Natomiast cała reszta postaci jest któregoś z nich pozbawiona.
S.K.: Pewnie więc przy czytaniu „Niepełni” warto kłaść nacisk nie na to, kto zabił, kogo, gdzie, jakim narzędziem (a także kto zginął), lecz na to, jak poszczególne postacie poszukują dookreślenia. Stawką nie jest to, czy odnajdą zabójcę, ale to, czy odnajdą siebie.
A.K.: I jest to jedna z nielicznych moich książek, które mają optymistyczne zakończenie.
S.K.: Przedostatnie pytanie – jednocześnie do Ani i do Kasi. Czy wydajecie tę książkę z jakimś rodzajem niepokoju, niepewności? A może nadziei?
A.K.: Ja myślę o takich rzeczach do chwili, w której wydawca powie: „Tak, wydajemy”. To jest ten moment, kiedy odpowiedzialność za dalsze losy książki przerzucam na wydawcę.
K.S.-K.: Ja publikuję „Niepełnię” z nadzieją i wiarą. Uwielbiam takie pisanie Ani, ono i w „Czarnym” i „Niepełni” uwiodło mnie już od pierwszego zdania. Wydaje mi się też, że problem podniesiony w tej powieści może zainteresować czytelników mainstreamowych – nie tylko takich, którzy zwykle sięgają po nasze książki.. Dużo jest dyskusji publicystycznych na ten temat, natomiast nie przypominam sobie, aby był on poruszany w polskiej literaturze.
Ale też oczywiście liczymy na to, że dotychczasowi czytelnicy z nami zostaną.
S.K.: Ostatnie pytanie znowu do Ciebie, Aniu. Czy po skończeniu „Niepełni” czujesz, że chciałabyś napisać więcej tekstów utrzymanych w takim duchu? Spójnych przede wszystkim symbolicznie, metaforycznie, a dopiero w dalszej kolejności – faktograficznie?
A.K.: Nie wiem, kiedy będę miała na to czas – parę innych rzeczy czeka w kolejce – ale zdecydowanie tak.



Mama nadzieje, że to nie będzie żadna propaganda w stylu gender. Do tej pory na żadnej książce Kańtoch się nie zawiodłem.
OdpowiedzUsuń"Propaganda gender" to pojęcie wysoce przereklamowane. ;-) Niejednoznaczna tożsamość płciowa natomiast -- to zjawisko, które jak najbardziej istnieje, cieszę się, że Ania Kańtoch o nim napisała. Ale też myślę, że to po prostu bardzo ciekawie napisana książka!
OdpowiedzUsuń