sobota, 15 października 2016

Mieć oko na Oko

Portal Oko.Press regularnie krytykuje działania i wypowiedzi obozu rządzącego. Krytyka ta często jest słuszna, ale nie zawsze zachowuje rzetelność. Pokazują to materiały dotyczące środowej wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego dla Polskiej Agencji Prasowej.

____________

Oko jest od początku związane z „Gazetą Wyborczą” i „Polityką”. Podobnie jak te periodyki, zdecydowanie zwalcza obóz Prawa i Sprawiedliwości [1]. Jednoznaczna linia programowa sama w sobie nie musi być niczym złym – raczej nie powstało dotąd medium, które obdzielałoby razami wszystkich po równo, a ponadto ktoś powinien patrzeć władzy na ręce. Można tylko mieć wątpliwości, czy w serwisie powinna się znajdować deklaracja: „Trzymamy się zasady, że co najmniej jedną trzecią uwagi poświęcamy wypowiedziom osób spoza obozu władzy”, skoro tak po prostu nie jest. „Staramy się nie narzucać naszych ocen” to również założenie, które trudno uznać za spełnione.

Są to jednak uwagi drugoplanowe. Być może założenia z podstrony „Jak oceniamy prawdę i fałsz” są pozostałością po nieco innej wizji serwisu. Niewątpliwie część osób piszących dla Oka nadal stara się te wymogi spełniać. W dodatku same deklaracje trudno uznać za wyeksponowane i kluczowe dla portalu – zapewne niewielu czytelników przeszukuje zakładkę „O nas”. Ogólnie mówiąc, rozbieżność praktyki z przedstawionymi założeniami nie daje powodów do ostrej krytyki (choć dobrze jest mieć świadomość, że serwis pokazuje tylko wycinek publicznej i politycznej rzeczywistości).

Podstawowy problem jest inny: portalowi nastawionemu na weryfikację wypowiedzi również zdarzyły się przypadki nierzetelności. Pół biedy jeszcze z błędami faktograficznymi, które potem zostaną poprawione (mam pod ręką jeden przykład: Joanna Banasiuk została swego czasu nazwana posłanką Prawa i Sprawiedliwości, dopiero potem zamieniono to na „prawniczkę” [2]). Gorzej, kiedy w grę wchodzi nierzetelne korzystanie z cytatów.

Dwa takie przypadki dotyczą niedawnej wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego dla Polskiej Agencji Prasowej [3]. W pierwszym z nich wybrano do przytoczenia następujące fragmenty wypowiedzi: „Nie wykluczam [nowelizacji prawa aborcyjnego] […] Będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem”. Cytat pozostaje jednak niepełny, gdy pominiemy słowa, które padają dalej: „Będziemy rozwijać te wszystkie instytucje, takie jak m.in. hospicja prenatalne, […] by kobieta, która znalazła się w takiej sytuacji, otrzymała bardzo poważną pomoc. To może dotyczyć także ciąż, które są wynikiem przestępstwa, ale oczywiście i tutaj przymusu zastosować nie można, można zastosować perswazję, i to delikatną, bez presji”.

Kiedy bierzemy pod uwagę całość, interpretacja się zmienia. Słowa „i tutaj” wskazują, że brak przymusu ma dotyczyć również wspomnianych wcześniej „ciąż […], kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane”. Znamienne, że w drugim z wymienionych przypadków Piotr Pacewicz przytoczył fragment o przymusie bez słowa „i”, zawężając w ten sposób jego znaczenie. To dobry przykład tego, jak usunięcie jednego wyrazu, wręcz jednej litery, może zmienić wymowę wypowiedzi.

[Przypis po komentarzu Michała Smolenia: nie jest wykluczone, że sam mylę się w interpretacji, a słowa „i tutaj” miały rozszerzać obszar wolny od przymusu jedynie na ciąże zagrażające życiu i zdrowiu kobiet (a nie na ciąże, w których np. w ciągu paru godzin po porodzie nastąpi śmierć dziecka). Nadal jednak mielibyśmy do czynienia z wypowiedzią co najmniej niejasną, w której wypadku jednoznaczne odczytanie na niekorzyść mówiącego nie jest dobrą praktyką fact-checkingu].

Oba powyższe przypadki świadczą o tym, że na stronach Oka mogą się zdarzyć niepełne bądź przekręcone cytaty. Są to dość poważne naruszenia zasad dziennikarskiej rzetelności. Bardzo możliwe, że nie były one celowe – w przeciwieństwie do części prawicowych mediów (czasem również tych, które wydają się aspirować do statusu profesjonalnego, jak TV Republika) nie mam ochoty szafować oskarżeniami o „kłamstwo” i „ohydną manipulację”. Przyczyną niedokładności mogło być to, że wszyscy czasem padamy ofiarami błędów poznawczych, które zniekształcają nasz sposób postrzegania rzeczywistości, a więc także interpretowania wypowiedzi polityków. Zdarza się to zarówno po lewej, jak i prawej stronie. Prawdopodobieństwo błędu wzrasta, gdy mamy odczytać sens słów osoby, której nie lubimy. Wierzę, że zasadniczo mamy kompetencje poznawcze pozwalające na gruntowne weryfikowanie również takich wypowiedzi, tylko nie zawsze jesteśmy zmotywowani do tego, by zawiesić odruchową negatywną interpretację (rzecz jasna sam też często spotykam się z tym problemem).

Antoni Słonimski, autor wielokrotnie przytaczanych przez Oko.Press słów o „maniakach prawdomówności”
(zdjęcie w domenie publicznej, źródło pliku: Wikipedia)

Nie zrozumcie mnie źle: sam korzystałem z Oka i wciąż będę korzystał. W wielu wypadkach autorzy i autorki serwisu wykonują bardzo potrzebną pracę, a ich standardy związane z rzetelnością (stosunkowo stonowany język, posługiwanie się cytatami oprócz parafraz i nade wszystko podawanie źródeł) są wyższe niż w zdecydowanej większości polskich mediów. Mimo to nie mogę polecać portalu bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Teksty Oka warto samodzielnie sprawdzać, podobnie jak wszelkie inne wypowiedzi w istotnych bądź kontrowersyjnych sprawach – również wpisy na moim blogu. Jeśli ta opinia dotrze do osób związanych z serwisem, mam nadzieję, że będzie dla nich zachętą do zdwojonej czujności.

I jeszcze jedna uwaga na koniec: dwa opisane tu przypadki pochodzą z czwartku, kiedy nie był dostępny wywiad Jarosława Kaczyńskiego dla portalu Onet.pl. Nie należy ich więc oceniać przez pryzmat tego, co poseł Prawa i Sprawiedliwości powiedział w piątkowej rozmowie. Jeżeli jednak mielibyśmy już porzucić wątek rzetelności Oka i zastanowić się nad możliwymi planami legislacyjnymi PiS, to warto zwrócić uwagę, że w środowej wypowiedzi dla PAP była mowa o płodach „skazanych na śmierć, mocno zdeformowanych”, a w wywiadzie dla Onetu – o zespole Downa. Nie są to identyczne sytuacje, nie trafiłem też dotąd na żadne wiarygodne dane, które potwierdzałyby stawianą często tezę, iż ogromna większość legalnych aborcji w Polsce dotyczy właśnie wskazanego syndromu. Jeśli ustawowa przesłanka mówiąca o wszelkich ciężkich i nieodwracalnych uszkodzeniach płodu miałaby zostać po prostu zlikwidowana, oznaczałoby to ni mniej, ni więcej, tylko właśnie przymus rodzenia dzieci pozbawionych płuc, mózgów i czaszek. Jeżeli zaś rządzący mają w planach takie uszczegółowienie regulacji, aby zdelegalizować przerywanie ciąży wyłącznie w wypadkach zespołu Downa, to na razie się z tym nie zdradzili [4]. Nie mam też pewności, czy taki projekt w ogóle byłby możliwy do zrealizowania.

____________

Mój blog ma fanpage – zapraszam do zaglądania.

____________

[1] Kto prześledzi moją ścianę, bez trudu przekona się, że nie jestem (łagodnie mówiąc) zwolennikiem tego ugrupowania. Ale to wpis na temat Oka, nie PiS-u. Jeśli zaś chodzi o argumenty na rzecz tezy o jednoznacznej linii portalu Oko.Press, niech wystarczy zachęta do przejrzenia strony głównej, fanpage’a oraz regularnej lektury newslettera – znalezienie materiałów niekrytykujących Prawa i Sprawiedliwości stanowi pewne wyzwanie.

[2] W tej chwili lead jest już skorygowany, a starszej wersji strony nie znalazłem, więc wyjątkowo muszę prosić, byście uwierzyli mi na słowo. Ale jeśli ktoś nie uwierzy, to trudno, nie jest to bardzo istotna część argumentacji.

[3] Do Jarosława Kaczyńskiego żywię jeszcze mniej ciepłych uczuć niż do obozu PiS ogółem. Wypowiedź dla PAP z kilku powodów uważam za złą (między innymi dlatego, że zupełnie wyparowały z niej kobiety niewierzące, a zastępująca przymus „perswazja, i to delikatna, bez presji” w polskich realiach często ma twarz prof. Bogdana Chazana). Przypomnę jednak, że celem wpisu nie jest ocena działań Prawa i Sprawiedliwości – a już na pewno nie ich obrona – lecz wyrażenie wątpliwości dotyczących serwisu Oko.Press.

[4] Nietrudno dostrzec, że w tym fragmencie unikam nazwy „aborcja eugeniczna”, używanej m.in. przez Jarosława Kaczyńskiego. Uważam ją za sformułowanie mylne i szkodliwe. Eugenika była dążeniem do ulepszenia ludzkości poprzez promocję i praktykę selektywnego rozmnażania. Nie widzę żadnych przesłanek do uznania, że to istotna motywacja zwolenniczek i zwolenników dopuszczalności przerywania ciąży w przypadku ciężkiego uszkodzenia płodu. Wystarczy przyjrzeć się dyskursowi publicznemu, aby stwierdzić, że idee eugeniczne nie są w nim promowane (przedstawiane uzasadnienia koncentrują się na dobru i wolności jednostki, nie na naprawie gatunku ludzkiego). Próby oczerniania adwersarzy przez wiązanie ich ze skompromitowaną ideologią, z którą nie mają nic wspólnego, oceniam jako nieuczciwe.

1 komentarz: