(Wpis zawiera obszerną wypowiedź gościnną Jana Popielucha – opinię na temat prawnych aspektów funkcjonowania „Hejtów na Fejsie”).
____________
„Pedały do gazu, powiadasz? Niech Cię zobaczą” – pisze nieznany autor (lub autorka) mikrobloga. „Hejty firmujesz swoją twarzą. Nie trafiają one wyłącznie do ofiary oraz lajkujących Cię ziomków. Nie znikają po zapomnieniu. Nie schowasz się za niewyraźnym awatarem. Czasem ktoś przejrzy udostępnione przez Ciebie fotki”1.
Jest w tym zamyśle pewna luka. Część fotografii mogła zostać znaleziona w wypowiedziach, które pochodzą z fałszywych kont założonych na Facebooku np. przez użytkowników Karachana, anonimowej zbiorowości sieciowych hejterów. Wystarczy podkraść komuś kilka zdjęć, uwiarygodnić konto serią wpisów i przypadkowo zawartych znajomości, by móc następnie niszczyć wizerunek tej osoby, siejąc nienawiść pod jej nazwiskiem przy użyciu podrobionego profilu. Właśnie stąd mogą pochodzić niektóre z treści zamieszczanych przez właściciela (właścicielkę) bloga; nie przypuszczam, aby wszystkie komentarze i statusy były gruntownie weryfikowane.
Samo istnienie nienawiści do osób homoseksualnych i transpłciowych w naszym społeczeństwie nie ulega wątpliwości. Jednak nawet gdyby większość fotografii i cytatów z bloga była autentyczna, nie powinniśmy ciskać gromów na poszczególne osoby ukazane na tego rodzaju zdjęciach. Możliwość trafienia na osobę, której wizerunek powiązano z cudzymi słowami, jest całkiem realna.
Ogólniej mówiąc, pozorowana nienawiść to bardzo smutne, ale i ciekawe socjologicznie zjawisko. Warto o nim wiedzieć, aby lepiej rozumieć złożoność problemu nienawistnych wypowiedzi w polskim internecie. Na szczęście w ostatnim czasie w popularnych mediach pojawiło się parętekstów na ten temat, wiążących zjawisko z konkretnymi historiami (m.in. tragiczną sprawą samobójstwa Dominika z Bieżunia).
A czy odpowiada mi sama idea strony? Szczerze mówiąc, nie. Owszem, uważam, że bezmyślne – a tym bardziej celowe – atakowanie innych grup powinno być piętnowane. Jednak nawet broniąc ludzi, których położenie w społeczeństwie jest szczególnie trudne (czyli m.in. osób transpłciowych), powinniśmy zachować pewne zasady. Należy do nich np. przestrzeganie prawa do prywatności. To, że czyjeś zdjęcie statusowe na Facebooku jest dostępne publicznie (zakładam, że tylko takie fotografie wykorzystano), nie znaczy jeszcze, iż możemy je powielać i publikować wbrew woli danej osoby.
Kwestia ta ma zarówno aspekt etyczny, jak i prawny. Publikację komentarza o tym ostatnim zaproponował mi znajomy, z którym rozmawiałem o „Hejtach na Fejsie”. Zgodziłem się – dziękuję! Oto zatem gościnna wypowiedź Jana Popielucha:
Teoretycznie może być również tak, że cały blog wraz z towarzyszącym mu fanpage’em jest sfałszowany i że założyli go użytkownicy Karachana (albo jeszcze innej zbiorowości, która w przeciwieństwie do tamtej nie została dotąd zinfiltrowana). Jest to mało prawdopodobne, ale anonimowi hejterzy to niestety pomysłowi ludzie, więc warto i taką możliwość mieć na uwadze.
*
Aktualizacja: na krótko przed opublikowaniem tego wpisu zawartość mikrobloga zniknęła z sieci. Obecnie dostępny jest jedynie komunikat: „Wystarczy już. Okazało się, że twarz połączona z nienawistnym komentarzem jest atrakcyjnym i łatwym do stworzenia kontentem. Pamiętaj o tym, zanim znów wyślesz na fejsie pedałów do gazu. Dziękuję Państwu za uwagę”. Z kolei fanpage działa nadal; być może prowadzi go jednak inna osoba.
Niewykluczone, że powodem był wzrost popularności mikrobloga po wczorajszym tekście w „Gazecie Wyborczej”, a w związku z tym – obawa przed konsekwencjami prawnymi. Usunięcie wizerunków sugeruje, że nie była to akcja zaplanowana przez hejterów, ale zasadnicza wątpliwość nie traci na znaczeniu: ile zdjęć i cytatów było autentycznych, a ile sfingowano, zanim jeszcze pojawiły się na blogu? Chociaż działalność „Hejtów na Fejsie” już się zakończyła (albo została zawieszona), dobrze jest o niej pamiętać ze względu na jej wątpliwe aspekty etyczne i prawne, a także z uwagi na zagrożenia związane z nienawiścią pozorowaną.
I jeszcze jedna aktualizacja: około południa cała strona „Hejtów…” zniknęła.
____________
Wpis zainspirowany rozmowami z Jankiem Jęczem. Dzięki!
1 To drobna kwestia, ale czy zaimki „Cię”, „Ciebie” (zapisane wielką literą i służące do wyrażania szacunku) w tego rodzaju tekście rzeczywiście są potrzebne?
Jakże to się zmienia – mikroblog znów działa, teraz z zaczepnym komunikatem "Surprise, bitch. I bet you thought you'd seen the last of me". Człowiek nie nadąża za tymi zmianami!
Jakże to się zmienia – mikroblog znów działa, teraz z zaczepnym komunikatem "Surprise, bitch. I bet you thought you'd seen the last of me". Człowiek nie nadąża za tymi zmianami!
OdpowiedzUsuńhttp://hejty-na-fejsie.tumblr.com/ <- znowu jest.
OdpowiedzUsuńAno, napisałem o tym niedawno w komentarzu pod wpisem.
Usuń