czwartek, 30 lipca 2015

O zmarłych nie tylko dobrze

Śmierć Jana Kulczyka – tragedia dla jego rodziny i bliskich – szybko stała się sprawą publiczną. Pochwały dla zmarłego oraz jego działalności nie są tylko wyrazem szacunku, lecz także umacniają określony światopogląd gospodarczy i społeczny. Czy w tej sytuacji powinniśmy przestrzegać zasady „o zmarłych dobrze albo wcale”?

____________

Istnieją dobre powody do tego, aby uszanować śmierć. Nawet jeżeli sprzeciwialiśmy się dawnym działaniom zmarłego, teraz stajemy wobec końca ludzkiego życia. Wiele osób umiera w cierpieniu, a niemal zawsze po śmierci pozostaje ból krewnych i bliskich. Zachowanie szacunku jest szczególnie ważne, gdy nasze słowa mogą dotrzeć do kogoś, kogo zranią1. To może być rodzina, przyjaciele, ale też ktoś, komu zmarły pomógł (w tym wypadku – na przykład stypendystki i stypendyści Funduszu Rodziny Kulczyków bądź osoby wyróżnione Nagrodą im. Ryszarda Kapuścińskiego).

O uczuciach takich ludzi trzeba pamiętać, zwłaszcza gdy byli oni rzeczywiście bliscy zmarłemu. Nie jest to jednak wartość absolutna. Wszystko się komplikuje, kiedy ludzka śmierć nabiera charakteru publicznego, a o to nietrudno u jednego z najbogatszych Polaków – człowieka, który w jakimś stopniu kształtował nasz kraj.

Poglądy Jana Kulczyka i jego działania (od optymalizacji podatkowej po udział w prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych) budziły liczne kontrowersje. Tymczasem w wielu miejscach mówi się o nim teraz – jako człowieku i biznesmenie – wyłącznie z uznaniem. Świadomie czy bezwiednie, ludzie mediów czynią zmarłego bohaterem pewnej opowieści o współczesnej Polsce i świecie. Opowieści, w której na przykład ludzie bogatsi górują nad uboższymi wyłącznie z powodu ciężkiej pracy, ryzyka, zdolności – a nie również dlatego, że od ojca otrzymali pierwszy milion lub ich matka znała się z szefem IBM-u.

Jan Kulczyk w 2009 roku. Oryginalne źródło: Kulczyk Investments SA


Co ma zrobić ktoś, kto nie zgadza się na tę narrację, kiedy jej zwolennicy i zwolenniczki szerzą ją w mediach? Odpowiedź jest prosta: porzucić zasadę „o zmarłych dobrze albo wcale”. W obecnych okolicznościach niestety coraz mniej służy ona ochronie uczuć bliskich Jana Kulczyka, a coraz bardziej – wspieraniu takiej wizji społeczeństwa, która dla wielu osób jest podejrzana intelektualnie i moralnie. Jeśli jedna strona światopoglądowego sporu ma głos, to domaganie się milczenia od strony drugiej byłoby zamykaniem ludziom ust. W kontekście śmierci Margaret Thatcher ciekawie pisał o tym przed dwoma laty Glenn Greenwald w „Guardianie”.

Ktoś mógłby powiedzieć: „powstrzymajcie się od krytyki przynajmniej dzisiaj”, ale to ślepa uliczka. Następnego dnia „dzisiaj” przekształci się w „parę dni”, potem w „tydzień” i później – kto wie? A tymczasem przychylne głosy nie będą milkły. Nie, rozwiązaniem nie jest czekanie, lecz zachowanie wrażliwości i rozwagi. Nie dadzą nam one gwarancji, że nie dotkniemy nikogo z bliskich zmarłego, ale pozwolą ograniczyć rozmiar takich szkód oraz prawdopodobieństwo ich wystąpienia.

Co wrażliwość i rozwaga miałyby oznaczać w praktyce? Trudno znaleźć uniwersalną odpowiedź na to pytanie, myślę jednak, że zasadniczo warto unikać złośliwości i satyry. Nawet tam, gdzie ich zamierzonym celem jest uprawiana w mediach hagiografia, łatwo mogą zostać odebrane jako drwina ze zmarłego oraz samej jego śmierci. Tym bardziej powstrzymałbym się od ostrych sformułowań personalnych.

Jan Kulczyk jest symbolem zjawisk gospodarczych i społecznych, które wielu ludzi (w tym i ja) ocenia negatywnie. Pamiętajmy jednak, że jest – był – również człowiekiem, podobnie jak jego przyjaciele i krewni. W moim przekonaniu właśnie teraz szczególnie istotna jest spokojna i wyważona krytyka. Może też będzie to dobra sposobność do mówienia o innych wizjach porządku społecznego i odmiennych rozwiązaniach gospodarczych w skali kraju.

To nie krytycy działalności Jana Kulczyka rozpoczęli jej publiczną ocenę po jego śmierci. To od nich jednak zależy, w jaki sposób sformułują swe zarzuty.

____________

Mój blog ma fanpage – zapraszam do odwiedzania.

1 Interesującym przypadkiem są rozmowy prywatne, w których nawet zjadliwe wypowiedzi nie mają szansy dotrzeć do wspomnianej grupy odbiorców. Część takich rozmów jest bliższa sferze publicznej, niż myślimy (przykładem może być status na Facebooku dostępny dla kilkuset osób). Co więcej, również w prywatnych wymianach zdań kształtujemy pewne reakcje i nawyki, własne i naszych znajomych. Bez wątpienia jednak nie należy utożsamiać takiej nieformalnej i spontanicznej komunikacji z rozmyślnym wypowiadaniem się w przestrzeni publicznej.

2 komentarze: