czwartek, 25 czerwca 2015

Debata o przyszłości polskiej nauki (II)

Wczorajsza debata o szkolnictwie wyższym i nauce polskiej składała się z trzech paneli dyskusyjnych. Pierwszy z nich już streszczałem, dziś opisuję pozostałe dwa. Tym razem notatki są znacznie mniej systematyczne, ale z pełnym przebiegiem debaty można będzie się zapoznać dzięki nagraniu, które ma zostać udostępnione na stronie MNiSW.

____________

Tematem drugiego panelu była „Nauka w zmieniającym się świecie”. Moderator, prof. Jakub Fichna, zarysował trzy pola dyskusji: jakość polskiej nauki (jaka jest w porównaniu z jakością nauki światowej? Jak ją mierzyć? Promować doskonałość czy eliminować niedoskonałość? Czy sprowadzać badaczy z zagranicy, a jeśli tak, to czy Polaków, czy obcokrajowców?), kwestię finansowania (w tym współpracy z biznesem) oraz zagadnienie uczelnianej administracji (jaki ma wpływ na jakość nauki? Jaki wpływ powinna mieć?).

Profesor Janusz Bujnicki wyraził żal, że nasz system (np. kryteria oceny parametrycznej jednostek naukowych) sprzyja prowadzeniu wielu badań solidnych oraz przyzwoitych zamiast mniejszej ilości badań ambitnych. Te ostatnie są ryzykowne: potrzeba wiele wysiłku, aby opublikować coś w piśmie takim jak „Nature” bądź „Science”, i ten wysiłek wcale nie musi zaowocować przełomowymi wynikami. Może się więc okazać, że zużyliśmy wiele czasu na działalność, która naszej jednostce naukowej nie przysporzyła żadnych punktów ministerialnych. Ale przecież, jak powiedział przywołany przez panelistę nowy prezes PAN, chodzi o to, aby zdobyć szczyty Himalajów, a nie wiele razy wejść na Gubałówkę.

Janusz Bujnicki podniósł też kwestię recenzowania wniosków grantowych, mówiąc, że recenzent powinien być tak samo dobrym badaczem jak osoba recenzowana, a najlepiej nawet lepszym. Ponadto naukowcy nie powinni pisać grantów samotnie – zwłaszcza gdy chodzi o duże granty europejskie – lecz mieć możliwość (i chęć!) korzystania z systemu wspierającego ich pracę. Na przykład dyskusja z innymi specjalistami i ekspertkami może wskazać słabe strony grantu jeszcze przed jego wysłaniem. W krajach anglosaskich takie rozwiązania są stosowane i to bardzo pomaga w odnoszeniu sukcesów.

Profesor Tadeusz Więckowski podkreślił: nie wystarczy mieć w Polsce świetnej infrastruktury naukowej, aby przyjeżdżali do nas znakomici uczeni z zagranicy. Potrzebne są również dobre zespoły badawcze w kraju. Oprócz tego w przekonaniu profesora większy udział w finansowaniu nauki polskiej powinien mieć sektor przemysłowy. Środków przeznaczanych na jej rozwój przez państwo jest mało, ale nie powinny one być jedynymi dostępnymi zasobami. Wprawdzie na początkowych poziomach badań naukowych (często utożsamianych z badaniami podstawowymi i przeciwstawianych badaniom stosowanym, choć dla Tadeusza Więckowskiego jest to zbytnie uproszczenie) trudno oczekiwać finansowania od przemysłu, ale im bliżej wdrożeń, tym bardziej oczekiwanie takie są uzasadnione.

*

Doktor Justyna Olko zaznaczyła, że powinniśmy wypracowywać własne podejścia badawcze, nie ograniczać się do kopiowania wzorców zachodnich. Jednak efekty takiej pracy nie są krótkoterminowe, toteż trudno je wpisać w obecny system oceny pracy naukowej. Ponadto we wnioskach grantowych istotnym kryterium jest przewidywalność wyników badań, a tymczasem doskonałość i innowacyjność w nauce wymagają ryzyka. Na dobrą sprawę badania w pełni przewidywalne przypominają procedury badawcze i znajdują się na granicy naukowości.

Według Justyny Olko w rozmaitych schematach finansowania zbyt niskie jest zaufanie dla wykonawców projektów, zbyt szczegółowe rozlicza się sposób wykorzystania otrzymanych środków. Co więcej, doktoranci i młodzi naukowcy pracujący przy badaniach grantowych powinni być odpowiednio opłacani, w żadnym razie nie należy ich traktować jako darmowej siły roboczej. Tutaj istotną kwestią są praktyki recenzentów oceniających proponowane we wnioskach kosztorysy.

Dr hab. Łukasz Niesiołowski-Spano wymienił kilka źródeł kłopotów z konkurencyjnością polskiej nauki: niskie pensje, brak zaufania w środowisku naukowym, lękliwość. Mówił również, że nauka nie służy tylko do zdobywania wiedzy, lecz także do wzbogacania społeczeństwa przez edukację akademicką, nieakademicką, popularyzację. Do tego powinniśmy mieć odrębne kryteria oceny (panelista odwołał się tutaj do podanego we wcześniejszej dyskusji przykładu polskich czasopism przeglądowych z nauk przyrodniczych, skierowanych do studentów i licealistów, którzy niekoniecznie sami będą czytać profesjonalne anglojęzyczne artykuły naukowe).

Dyskutant zaproponował też ocenianie efektów pracy pojedynczych naukowców, a nie całych grup osób zatrudnionych w danej jednostce (to drugie rozwiązanie sprawia, że dziesięć osób, które dużo publikują, może wyrobić normę za drugie dziesięć, które nie publikują wcale). Przy tym warto zastanowić się nad możliwością oceny jakościowej: niech np. każda osoba zgłasza dwie publikacje, które uważa za najważniejsze, do oceny w trybie peer review (obecnie stosowana jest ocena ilościowa, ze sztywną liczbą punktów za każdy artykuł w zależności od czasopisma, w jakim został opublikowany). W rozliczaniu grantów natomiast dobrze jest pozwolić na pewne przesunięcia finansowania już w trakcie badań – część ważnych pytań może zrodzić się dopiero jakiś czas po zatwierdzeniu kosztorysu. Inna jeszcze kwestia: wydaliśmy bardzo dużo pieniędzy na infrastrukturę typu bio-info-techno, ale nie mamy ani jednej naprawdę dobrze zaopatrzonej biblioteki dla nauk humanistyczno-społecznych, do odwiedzania której moglibyśmy zachęcać np. doktorantów z zagranicy. Ba, nikt nawet nie mówi o potrzebie utworzenia takiej instytucji.

*

Wspomnę jeszcze o dwu opiniach, które padły podczas dyskusji. Jeden z słuchaczy stwierdził, że w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej władza miała przynajmniej kompleks wobec nauki, a teraz podchodzi do niej z arogancją albo ją ignoruje. Łukasz Niesiołowski-Spano zgodził się z tym, zarazem jednak położył nacisk na upolitycznienie nauki w PRL oraz powstanie wielu patologii, które do dzisiaj źle wpływają na kondycję etyczną krajowego środowiska naukowego. Z kolei Tadeusz Więckowski zaapelował, aby całej odpowiedzialności za zmiany nie przypisywać systemowi i ministerstwu; jest wiele rzeczy, które uczelnie na mocy przyznanej im autonomii mogą zrobić same.

Dr hab. Daria Lipińska-Nałęcz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego (źródło zdjęcia)

Tytuł trzeciego panelu dyskusyjnego brzmiał „Ścieżki kariery akademickiej i naukowej”. Prowadzący, dr Marcin Zaborski, rozpoczął od pytań: jak zwiększyć wymianę naukowców między uczelniami i placówkami badawczymi? Jak pomóc młodym ludziom w nauce? Jak skłonić do rozwoju tych naukowców, którzy są do niego mniej skłonni?

Zgodnie z sugestią prowadzącego rozpoczęto od serii krótkich narzekań. Profesor Maciej Duszczyk krytykował m.in. awanse naukowe osób nieprowadzących badań (w szczególności badań finansowanych z grantów). Profesor Michał Bilewicz mówił o tym, że studia są traktowane jako dodatek: dodatek do pracy zawodowej, działalności w organizacjach pozarządowych, polityce, biznesie… Michał Gajda z perspektywy doktoranta wspominał o braku stabilności finansowej i niepewności własnej przyszłości po obronie doktoratu (czy okaże się, że ścieżka kariery akademickiej była faktycznie ścieżką kariery, czy raczej pomyłką w życiu?).

Profesora Zbigniewa Osińskiego zmartwiło to, że podczas debaty tyle mówiło się o doskonałości naukowej w odniesieniu do badań, a niewiele – w kontekście dydaktyki. Panelista skrytykował także ocenianie wszelkich typów jednostek naukowych (w tym np. akademii muzycznych) według zbliżonych kryteriów. Natomiast prof. Zbigniew Marciniak wyraził zaskoczenie, iż wielu uczestników konferencji tak chętnie powoływało się na dane anegdotyczne, zamiast sięgać do bardziej systematycznych informacji pozwalających oszacować skalę omawianych zjawisk.

*

Następnie rozmówcy prezentowali konstruktywne propozycje związane z trzema pytaniami prowadzącego. Zbigniew Marciniak wypowiadał się m.in. o systemie awansowym, przedstawiając się jako zwolennik uproszczenia systemu awansowego, ale też tymczasowego przynajmniej zachowania habilitacji (jako czynnika stabilizującego w sytuacji bardzo dużego wzrostu liczby doktorantów). Michał Gajda zaproponował, aby doktoranci pod względem formalnym byli pracownikami, a nie studentami. Opowiedział się też za stabilizacją finansowania studiów doktoranckich (przy jednoczesnej kontroli postępów w pracy naukowej) i zmniejszeniem ogólnokrajowej liczby miejsc na nich.

Michał Bilewicz przedstawił zaproponowany już w Pakcie dla Nauki postulat zróżnicowania ścieżek kariery akademickiej: po pierwsze, badacze; po drugie, dydaktycy; po trzecie, osoby zajmujące się wdrożeniami, aplikacjami, związane z uczelnią, ale wynagrodzenia pobierające od przemysłu czy też organizacji pozarządowych (być może zmiana prawodawstwa pozwoliłaby płacić za pracę takich osób również z budżetów uczelni). Dla każdej z tych ścieżek powinny zostać opracowane odrębne kryteria oceny. Panelista zauważył też, że mówiąc o nauce w Polsce, często wyobrażamy ją sobie według reguł nauk ścisłych, a tymczasem zdecydowana większość pracowników naukowych w naszym kraju to przedstawiciele nauk humanistycznych i społecznych. Postulat zróżnicowania ścieżek kariery został później poparty przez Zbigniewa Osińskiego i Macieja Duszczyka.

Michał Bilewicz zauważył też, że wśród panelistów brakuje kobiet. I rzeczywiście: w sześcioosobowym gronie dyskutantów (z których nie wymieniłem jeszcze prof. Wiesława Banysia) nie było żadnej. W każdym z poprzednich paneli uczestniczyło trzech mężczyzn i jedna kobieta, w sumie więc proporcje płci wynosiły 12:2.

*

Jedną z kwestii spornych było to, czy można być dobrym dydaktykiem bez prowadzenia własnych badań naukowych. Maciej Duszczyk powiedział, że jest to właściwie niemożliwe (podobnie jak wypromowanie dobrego doktora); można natomiast być dobrym naukowcem nieuczącym studentów, „tylko po co?”. Z kolei zdaniem Zbigniewa Osińskiego część nauczycieli akademickich może nie prowadzić własnych badań, ale na bieżąco śledzić stan wiedzy naukowej – i nie będą oni z tego powodu marnymi dydaktykami. Profesor Osiński zaznaczył także, iż dobra dydaktyka to nie porywające wykłady, lecz umiejętność organizowania pracy studentów.

Na koniec chciałbym jeszcze wyrazić uznanie dla dr. Marcina Zaborskiego. Podczas gdy moderatorzy poprzednich paneli ograniczali się w znacznej mierze do udzielania głosu kolejnym rozmówcom (choć trzeba docenić zestaw tematów przygotowanych przez Jakuba Fichnę!), on prowadził dyskusję z większą inwencją: zadawał indywidualne pytania, nadawał wymianie zdań nietypowy nieco charakter (np. najpierw prosząc o serię krótkich wypowiedzi krytycznych, a potem – o nieco dłuższe propozycje konstruktywnych rozwiązań). Jednocześnie wypowiadał się zwięźle, nie wpadł więc w pułapkę nadaktywności. Sądzę, że był to bardzo dobry przykład prowadzenia takiego panelu.

____________

Mój blog ma fanpage – zapraszam do odwiedzania.

2 komentarze:

  1. Dzięki za relację, nie mogłem zostać na ostatnim panelu. Mi się podobała moderacja na pierwszym - była konkretna i rotowała zaczynających poszczególne wątki.

    Co do całego panelu - paneliści byli ciekawi, nawet jeśli nie zawsze się zgadzałem. Ale pytania z sali (z wyjątkiem Moniki Helak z KKHP) były pomyłką - rozwlekłe, dygresyjne i niekonstruktywne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie moderacja na trzecim panelu była bardzo świeża. Choć jest tutaj pewien paradoks: jeśli więcej osób zrobi podobnie, ten typ prowadzenia przestanie być świeży!

    Jeżeli chodzi o wypowiedzi z sali, zgodzę się, że paneliści byli ciekawsi i bardziej konkretni (co zresztą chyba z reguły jest prawdą przy takich dyskusjach).

    OdpowiedzUsuń