poniedziałek, 16 listopada 2015

Niech jedzą kurz

Dziś pojawiły się wyniki najnowszej edycji konkursu grantowego Preludium, który organizuje Narodowe Centrum Nauki. Gratulując laureatkom i laureatom, nie mogę zarazem pominąć gorzkiej refleksji na temat polskiego systemu grantowego.

Dopisek z 9 maja 2016 roku: w kolejnej, dziesiątej edycji konkursu Preludium proporcje finansowania różnych nauk społecznych są nieco bardziej wyrównane, jednak liczba wyróżnionych projektów socjologicznych bądź antropologicznych nadal nie napawa optymizmem. Więcej – tutaj.

____________

W konkursie Preludium wnioski młodych naukowców przydzielane są do paneli, w których następnie przebiega proces oceny. Jeden z nich, oznaczony jako HS 6, nosi tytuł "Człowiek i życie społeczne", a obejmuje pedagogikę, psychologię i socjologię. Tymczasem 14–15 z 19 dofinansowanych projektów reprezentuje (neuro-)psychologię, a gdyby uciąć trzy najniżej ocenione zgłoszenia, mielibyśmy tylko jeden lub dwa niepsychologiczne wnioski zakwalifikowane do finansowania.

Oczywiście jest możliwe, że młodzi psychologowie prowadzą lepsze badania oraz piszą lepsze wnioski od socjologów, antropologów i etnografów. Chyba jednak nie sześć razy lepsze (nie sądzę też, aby przygotowywali sześciokrotnie więcej projektów). O ile zresztą tegoroczna dysproporcja jest wyjątkowo spektakularna, o tyle zbliżoną prawidłowość można dostrzec w edycji ósmej, siódmej i zapewne także pozostałych. Było więc wystarczająco dużo czasu, aby coś zmienić.

Po co w ogóle przyjmować wnioski od osób, które i tak stoją na straconej pozycji? Odpowiedź musi być smutna: konkurs Preludium zasadniczo nie służy do tego, aby ułatwiać realizację projektów związanych z miękkimi naukami społecznymi. Te kilka zakwalifikowanych wniosków w roku daje tylko złudzenie, że każdy ma szansę uzyskać dofinansowanie, jeśli wystarczy mu wytrwałości i talentu. To polska kopia amerykańskiego snu, iluzja maskująca państwo z tektury. Jej główną funkcję – zapewne przez nikogo niezamierzoną, ale liczą się faktyczne skutki – stanowi powstrzymywanie społecznych protestów (jeżeli wierzymy, że nam się uda, słabnie nasza motywacja do działań zmierzających do zmiany całego systemu).

Myślę, że również polscy psychologowie (sam zresztą swego czasu kończyłem ten kierunek) źle by wypadli, gdyby wrzucić ich do jednego worka z biologami, chemikami oraz informatykami. Jeśli z perspektywy przyjmowanych kryteriów oceny młodzi przedstawiciele i przedstawicielki danej dziedziny nie są najlepiej przygotowani, to warto albo umożliwić im rywalizację, w której mają szansę wygrać (np. w innym panelu), albo powiedzieć: nie nadajecie się, nie traćcie czasu na pisanie tych wniosków. Przynajmniej sprawa będzie jasna.

W panelu HS 2 ("Kultura i twórczość kulturowa") jest dość podobnie. Projektom w ścisłym sensie humanistycznym towarzyszą okulograficzne badania przetwarzania danych liczbowych w tłumaczeniu symultanicznym lub analiza wpływu promieniowania UV na XIX-wieczne barwniki. Z pewnością są to rzeczy potrzebne, ale czy naprawdę jest sens je umieszczać w jednym panelu z wnioskami, których przedmiot stanowi diaspora ukraińska bądź też polska pamięć Holokaustu? Tutaj pojawia się kolejna kwestia: nierzadko różnice między dyscyplinami są zbyt duże, aby sensownie porównywać projekty z paru odmiennych dziedzin.


Siedziba Narodowego Centrum Nauki (źródło i autor zdjęcia)


Trzeba podkreślić: nie piszę tego, aby umniejszyć sukces osób, które otrzymały dofinansowanie. W konkursach mogą przepadać dobre wnioski, ale wydaje się mało prawdopodobne, aby przez sito czterech recenzji i panelu eksperckiego przeszedł źle napisany projekt. Moje gratulacje dla laureatów i laureatek są szczere.

Co więcej, Narodowe Centrum Nauki jest tylko częścią wielkiego systemu. Dysponuje ograniczonymi środkami – już na na sam projekt "Studia dla wybitnych", będący wyrazem mentalności kolonialnej i typowego dla ostatnich lat wyspowego podejścia do nauki, według planów poprzedniego rządu mają pójść pieniądze równe mniej więcej dziesięciu budżetom konkursu Preludium. Nie sądzę też, aby można było obwiniać wyłącznie (lub głównie) NCN za niekompetencję bądź nierzetelność części ekspertów i recenzentów. Ponadto wypowiedzi obecnego dyrektora Centrum, prof. Zbigniewa Błockiego, świadcząpewnym zrozumieniu dla sytuacji znacznej części osób wnioskujących o dofinansowanie.

Nie należy więc ograniczać krytyki do Narodowego Centrum Nauki. Nie jest też oczywiście tak, że nic się w tej instytucji nie udało (choć całościowa jej ocena to temat na zupełnie inny tekst).

Przyznajmy jednak uczciwie, że praktyka grantowa NCN, niedofinansowanie humanistycznych studiów doktoranckich i brak tradycji zespołowej pracy naukowej (która na kierunkach przyrodniczych i technicznych pozwala doktorantowi otrzymywać pieniądze w projekcie kierowanym przez promotora) wspólnie tworzą sytuację patologiczną. Dziś w szeroko rozumianej polskiej humanistyce nawet dobrzy młodzi badacze bardzo często muszą dorabiać na boku albo żywić się bibliotecznym kurzem. Nie powinno tak być.

____________

O innych aspektach konkursu Preludium pisałem również przed paroma miesiącami. Zachęcam do lektury dwu notek na ten temat.

Mój blog ma fanpage – zapraszam do odwiedzania.

8 komentarzy:

  1. HS1 to chyba w ogóle jest tam dla przyzwoitości...

    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. NCN broni się zawzięcie składając kasację od wyroku: http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/86B284B641 , żeby nie udostępnić danych nt. miejsc zatrudnienia recenzentów przyznających granty, chociaż ich własnym obowiązkiem jest sprawdzanie, czy nie zachodzi konflikt interesów.

    Może gdyby to opublikowało, bardziej jasne stałoby się http://4.bp.blogspot.com/-NOqKWTrDA7g/VLw72flRH_I/AAAAAAAAAow/vdGxTVCtYyE/s1600/ncn2014.jpg

    Zapraszam do skomentowania skutków m.in. działań NCNu: http://jerzybielec.blogspot.com/2015/11/zachodniopomorskie-nierowne-traktowanie.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za komentarze.

    Po lekturze wypowiedzi w innym miejscu sieci chciałbym tu jeszcze dodać przypis. Mianowicie wydaje mi się, że różnicy między dyscyplinami w panelu HS 6 nie powinniśmy sprowadzać – ma to czasem miejsce – do dorobku mierzonego publikacjami.

    W ostatniej edycji Preludium 60% pkt można było otrzymać w ramach "oceny poziomu naukowego badań lub zadań", następnie 20% za dorobek kierownika projektu i opiekuna naukowego (po połowie), 15% za "ocenę charakteru projektu oraz wpływu realizacji na rozwój dyscypliny naukowej" i wreszcie 5% za "ocenę możliwości wykonania".

    Zatem liczba punktów, które można otrzymać za dorobek publikacyjny, jest ograniczona. Trzeba przy tym pamiętać, że w praktyce różnice między kandydatami nie będą różnicami typu "20% vs 0%". Raczej "15% vs 10%" lub podobnie.

    Nie chcę przez to powiedzieć, że ocena dorobku nie ma znaczenia. Te kilka punktów procentowych nadal może być istotne. Myślę jednak, że pełna refleksja powinna obejmować również inne kryteria.

    OdpowiedzUsuń
  4. Równie ważną informacją jest, że obecnie preludium pozwala wypłacać doktorantowi max 1000 zł.

    I o ile oczywiście mieć tysiąc, a nie mieć tysiąca to dwa tysiące, o tyle gdy tenże nie otrzymuje stypendium to nadal jest za mało żeby się utrzymać (a co dopiero mówić o konferencjach etc).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Pisałem coś o tym swego czasu: http://stanislawkrawczyk.blogspot.com/2015/06/konkurs-preludium-wynagrodzenia-i.html. Jednocześnie to znowu skomplikowana sprawa:

      1. Doktoranci nauk przyrodniczych i technicznych mają większe szanse otrzymywania pieniędzy z innych źródeł (związanych z działalnością naukową), więc problem jest istotniejszy z punktu widzenia szeroko rozumianych humanistów. Nie znaczy to naturalnie, że w "twardych" naukach wszystko idzie doskonale.

      2. Wydaje mi się, że dla młodych osób związanych z humanistyką bardziej podstawowym problemem jest trudność samego uzyskania jakiegokolwiek grantu. To coś, co powtarzało się w ostatnich latach, podczas gdy obcięcie górnego limitu wynagrodzeń miało miejsce dopiero w zakończonej właśnie edycji (i skądinąd prawdą jest, że w idealnym świecie wynagrodzenia generalnie wypłacałyby uczelnie, a instytucje grantowe zajmowałyby się pokrywaniem kosztów samych badań, więc w pewnym sensie NCN w jakimś tam stopniu próbuje naprawić defekt całego systemu).

      Usuń
  5. Po recenzji wniosku z preludium, w której recenzent spisał z Internetu hasła jakie wyrzuciła przeglądarka Google nie mając zielonego pojęcia o stronie merytorycznej, podsumował konkluzją że nowe rozwiązania są niepotrzebne. W obecnej formie w jakiej działa NCN składanie wniosków do konkursu preludium bez zaklepania uprzednio ścieżki dostępu do pieniążków (tzw. lizanie …) to strata czasu.
    Skąd oni biorą takich recenzentów ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli fragment o "uprzednim zaklepaniu" jest zarzutem o nieuczciwość skierowanym do władz NCN, to chcę podkreślić: nie widzę żadnych podstaw do formułowania takich podejrzeń.

      Co do recenzji – to trudny temat. Na pewno każdy przypadek oceny nierzetelnej lub niekompetentnej to o jeden za dużo, ale bez bliższych danych niełatwo oszacować częstotliwość takich sytuacji. To jeden z argumentów na rzecz ujawniania treści recenzji (przynajmniej w tych wypadkach, w których zgodę wyrażą autorzy recenzowanych projektów).

      Usuń