Wczoraj w „Dzienniku Opinii” ukazała się rozmowa z Pawłem Szypulskim. Warszawski artysta i kulturoznawca opowiada w niej o pocztówkach, które wysyłano z obozu w Oświęcimiu. Wywiad jest frapujący z dwóch powodów: nie tylko przedstawia niezwykłą rzeczywistość historyczną, lecz także odsłania elitaryzm części polskiej inteligencji.
____________
Zbieranie materiałów do książki Pozdrowienia z Auschwitz (dziś przypada jej premiera) trwało ponoć kilka lat. Trzeba docenić tę pracę, zwłaszcza że autor mówi o rzeczach nadzwyczaj interesujących. Jak widać, zjawisko selfies z Auschwitz ma całkiem długą prehistorię – gorąco polecam lekturę wywiadu.
Tutaj jednak skoncentruję się na czymś innym. Chcę zinterpretować socjologicznie samą rozmowę, by pokazać, w jaki sposób uwidaczniają się w niej wyobrażenia i przekonania charakterystyczne dla części polskich inteligentów.
Jedno z najbardziej znanych selfies z Auschwitz, autorstwa Breanny Mitchell (źródło, więcej informacji)
Jakich sformułowań używa Paweł Szypulski, mówiąc o ludziach wysyłających z obozu kartki pocztowe? Niezbyt przychylnych: „bezmyślność”, „niezdolność”, „kompletnie bezrefleksyjna niestosowność”, „banalna nowoczesność”, „ograniczony potencjał rozumienia”. W niektórych wypadkach pada słowo „my”, ale to „my” kurtuazyjne, wyrażające pozorną solidarność. W ten sposób mówi lekarz do pacjenta: „Znowu boli nas kręgosłup? Za mało się ruszamy, za dużo siedzimy!”. Podobnie trzeba ocenić zdanie: „Nie uważam, że każdy wysyłający te pocztówki […] zupełnie pozbawiony był empatii”. Nie każdy, ale jednak większość była?
Kartkowicze jawią się więc jako ludzie niemądrzy i nieczuli, pozbawieni „dostępu do tego, czym w ogóle jest ludobójstwo”. Być może mała część z nich za pomocą pocztówkowej rutyny usiłuje poradzić sobie z traumatycznymi lub po prostu nieprzyjemnymi przeżyciami, ale „w zdecydowanej większości ci, dla których to rzeczywiście było wstrząsające doświadczenie, po prostu nie wysyłali kartek”. (A gdyby jednak wziąć pod uwagę różnorodność ludzkich motywacji? I analogicznie: gdyby najpierw porozmawiać z tymi, którzy robią sobie selfie w Auschwitz, i dopiero potem ich oceniać?).
Co innego prawdziwi „my”, czyli inteligencja. My rozumiemy, wiemy, doświadczamy. Równocześnie widzimy, że pocztówki są nieadekwatne; „że nie ma dobrego sposobu na reprezentację Auschwitz”; że miejsc takich jak obóz nie da się „fotografować […], oddając im należyty szacunek”. Jakimś półśrodkiem jest „wizualna wstrzemięźliwość”, „estetyka zerowa”, jednak w ostatecznym rachunku mamy do czynienia z „niemożliwością świadectwa”, z „czymś, czego nie potrafimy ogarnąć myślą i językiem”.
Jakie są konsekwencje takiego postawienia sprawy? Po pierwsze, krytycy oświęcimskich pocztówek mogą się poczuć lepiej – są bardziej wrażliwi niż masy i więcej widzą, dzięki czemu nie przyczynią się do kolejnego Holokaustu (wyostrzam, ale w rozmowie można usłyszeć i takie tony). Po drugie, jeżeli ktoś uwierzy w taki obraz, to niech się modli, aby nigdy nie doświadczył traumy w Auschwitz. Bo jeśli doświadczy, stanie przed wyborem: albo z trudem odrzucić narrację o niewyrażalności, albo roztapiać wszelkie próby ekspresji w niekończących się wątpliwościach: czy tak można? czy tak wolno?
Zdjęcie promujące wystawę „Doświadczenie Auschwitz dzisiaj”, Muzeum Sztuki Współczesnej Kraków (źródło, więcej informacji)
Jeśli pocztówki oraz realistyczne fotografie nie wystarczają, to co w zamian? Na to pytanie wywiad nie daje przejrzystej odpowiedzi. Być może postulowaną reakcją byłaby ekspresja eksperymentalna, abstrakcyjna czy też nieprzedstawiająca. Jeżeli tak, trzeba podkreślić za Pierre’em Bourdieu: nie każdy może cenić tego rodzaju estetykę. Nie tylko ją zresztą, ale również wszelką sztukę, a w obrębie fotografii – na przykład wspomnianą „wizualną wstrzemięźliwość”. Zainteresowanie nimi wszystkimi wynika nie z wrodzonych zdolności, lecz z socjalizacji: z dobrych lekcji historii sztuki w szkole, z wychowania wśród ludzi skłonnych do odwiedzania muzeów, a przede wszystkim z życia w warunkach sprzyjających zajmowaniu się sprawami niepraktycznymi (w czym pomaga zarówno pewien stopień zamożności rodziców, jak i kontakt z rówieśnikami, którzy nie zniechęcają do czytania książek).
Wyjątki są możliwe, lecz nie zdarzają się często. Dlatego inteligenci nie powinni oczekiwać, że wszyscy dostosują się do ich gustów. Jeśli faktycznie chcą wspierać ludzi o mniejszym lub niżej cenionym społecznie kapitale kulturowym (wykształceniu, wiedzy, estetycznych bądź intelektualnych aspiracjach etc.), niech szukają konstruktywnych i pragmatycznych rozwiązań, zamiast załamywać ręce nad upadkiem smaku i obyczajów. W innym wypadku zachowują się jak monopoliści, roszcząc sobie prawa do wyłączności w przedstawianiu całych sfer ludzkiego doświadczenia. Budują swój status na pozornym uniwersalizmie, w rzeczywistości tworząc obrazy i symbole dostępne głównie dla własnej, wąskiej grupy.
Na sam koniec: jest coś niepokojącego w tym, że ktoś gromadzi pocztówki, których nie ceni, aby następnie zdobyć uznanie i prestiż dzięki ich opublikowaniu. Czy do tak wykorzystanego materiału badawczego nie należałoby podchodzić z nieco większym szacunkiem i zrozumieniem?
Ale wywiad i tak przeczytajcie.
____________
Jak każda krótka analiza, tak i ta notka jest pewnym uproszczeniem. Stąd uściślenie: nie znam osobiście autora wywiadu, a nawet gdybym go znał, nadal nie byłby to wpis o nim. Nie chodzi o to, w jakim środowisku wychowywał się Paweł Szypulski albo ile książek mieli jego rodzice. Chodzi o to, jaki język widać w tej rozmowie, jakie interesy i podziały społeczne pozwoliły mu się ukształtować oraz jakie skutki niesie jego stosowanie. Koncentracja na pojedynczej osobie byłaby przeciwskuteczna – utrudniałaby dostrzeżenie szerszych zjawisk.
Ujmując sprawę inaczej: tak, w publikacji książki widzę etyczną dwuznaczność, a postawa przyjęta przez jej autora mnie niepokoi. Jednak krytyka tej postawy jest celem drugoplanowym. Piszę przede wszystkim po to, aby powiedzieć coś o społeczeństwie, do którego i ja, i Paweł Szypulski należymy. Dla przykładu: nie wiem, jakie emocje odczuwał sam autor książki, badając pocztówki, ale jestem przekonany, że w skali społecznej ten typ ich krytyki oddziałuje tak, a nie inaczej.
____________
Wpis opiera się na pomysłach interpretacyjnych zaczerpniętych od Piotra Sterczewskiego. Piotrze, dzięki za inspirację!
Mój blog ma fanpage – zachęcam do odwiedzania. Warto również przyjrzeć się wymianie komentarzy, w której Paweł Szypulski i niżej podpisany starają się sprecyzować pewne fragmenty wypowiedzi (czy istnieje inteligencja, czy krytycy pocztówek rzeczywiście więcej "rozumieją i doświadczają" itd.).


Przeczytałem z ciekawością i uznaniem, dziękuję za wpis.
OdpowiedzUsuńNie wierzę, że pocztówki wysyłali ludzie bezmyślni (w ogóle nie wierzę, że tacy istnieją - to tylko chochoł, który stoi przy drodze na skróty myślowe).
zgadzam się, jeszcze przed przeczytaniem tekstu na blogu też miałem odczucie że autor jest moralnym besserwisserem Jeden tylko wątek: pocztówki w PRL miały inny status jako przedmiot materialny. Były nie tylko środkiem komunikacji, ale też dokumentem, pamiątką, świadectwem, obiektem wymiany. I czasem te ich funkcje były ważniejsze od funkcji nośnika informacji. Więc to, co było na nich zapisane i sam akt wysłania mógł mieć znaczenie mniejsze.
OdpowiedzUsuńDziękuję za komentarze! Dodam tylko, że autor książki odniósł się do tej krytyki. Warto może rzucić okiem, choć to tylko krótka wymiana komentarzy na Facebooku: https://www.facebook.com/events/588796671269528/permalink/591741114308417/. (Wspominam o tym pod koniec notki, ale w niespecjalnie eksponowanym miejscu, więc niech będzie wzmianka i tutaj).
OdpowiedzUsuńBardzo interesujący tekst. Oparty jednak na założeniu podziału na "wyobrażenia i pojęcia inteligentów" i "wyobrażenia i pojęcia kartkowiczów", które być może za mocno przeprowadziłeś. Co jednak nie zmienia wiele; niezależnie od tego, czy inne kategoryzacje byłyby gorsze lub lepsze, sam podział "na coś" wyłania się w momencie pisania takiej książki.
OdpowiedzUsuń@Tajemniczy Pan C
OdpowiedzUsuńTak, ten sam wątek pojawił się w linkowanej wymianie komentarzy z Pawłem Szypulskim. Nie upieram się przy pojęciu inteligencji, ono jest tutaj pewnym skrótem – zamiast tego można by mówić o producentach kulturowych, o frakcji klasy średniej z dominującym kapitałem kulturowym itd., itd.
Paweł Szypulski wspominał też, że książka jest pomyślana inaczej niż wywiad. Jeśli dobrze rozumiem, oznacza to, że jedynie w wywiadzie pojawił się komentarz krytyczny, a sama książka to przede wszystkim (wyłącznie?) wybór kartek pocztowych z Oświęcimia. Tak by sugerował również opis na stronie http://www.fotopolis.pl/n/21512/Pawe-Szypulski-Pozdrowienia-z-Auschwitz-premiera/. Więc chyba ostatnie zdanie Twojego komentarza trzeba byłoby zmienić: nie tyle "w momencie pisania takiej książki", ile raczej "w momencie udzielania [publikowania?] takiego wywiadu".