Śmierć Jana Kulczyka – tragedia dla jego rodziny i bliskich – szybko stała się sprawą publiczną. Pochwały dla zmarłego oraz jego działalności nie są tylko wyrazem szacunku, lecz także umacniają określony światopogląd gospodarczy i społeczny. Czy w tej sytuacji powinniśmy przestrzegać zasady „o zmarłych dobrze albo wcale”?
____________
Istnieją dobre powody do tego, aby uszanować śmierć. Nawet jeżeli sprzeciwialiśmy się dawnym działaniom zmarłego, teraz stajemy wobec końca ludzkiego życia. Wiele osób umiera w cierpieniu, a niemal zawsze po śmierci pozostaje ból krewnych i bliskich. Zachowanie szacunku jest szczególnie ważne, gdy nasze słowa mogą dotrzeć do kogoś, kogo zranią1. To może być rodzina, przyjaciele, ale też ktoś, komu zmarły pomógł (w tym wypadku – na przykład stypendystki i stypendyści Funduszu Rodziny Kulczyków bądź osoby wyróżnione Nagrodą im. Ryszarda Kapuścińskiego).
O uczuciach takich ludzi trzeba pamiętać, zwłaszcza gdy byli oni rzeczywiście bliscy zmarłemu. Nie jest to jednak wartość absolutna. Wszystko się komplikuje, kiedy ludzka śmierć nabiera charakteru publicznego, a o to nietrudno u jednego z najbogatszych Polaków – człowieka, który w jakimś stopniu kształtował nasz kraj.
Poglądy Jana Kulczyka i jego działania (od optymalizacji podatkowej po udział w prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych) budziły liczne kontrowersje. Tymczasem w wielu miejscach mówi się o nim teraz – jako człowieku i biznesmenie – wyłącznie z uznaniem. Świadomie czy bezwiednie, ludzie mediów czynią zmarłego bohaterem pewnej opowieści o współczesnej Polsce i świecie. Opowieści, w której na przykład ludzie bogatsi górują nad uboższymi wyłącznie z powodu ciężkiej pracy, ryzyka, zdolności – a nie również dlatego, że od ojca otrzymali pierwszy milion lub ich matka znała się z szefem IBM-u.
Jan Kulczyk w 2009 roku. Oryginalne źródło: Kulczyk Investments SA
Co ma zrobić ktoś, kto nie zgadza się na tę narrację, kiedy jej zwolennicy i zwolenniczki szerzą ją w mediach? Odpowiedź jest prosta: porzucić zasadę „o zmarłych dobrze albo wcale”. W obecnych okolicznościach niestety coraz mniej służy ona ochronie uczuć bliskich Jana Kulczyka, a coraz bardziej – wspieraniu takiej wizji społeczeństwa, która dla wielu osób jest podejrzana intelektualnie i moralnie. Jeśli jedna strona światopoglądowego sporu ma głos, to domaganie się milczenia od strony drugiej byłoby zamykaniem ludziom ust. W kontekście śmierci Margaret Thatcher ciekawie pisał o tym przed dwoma laty Glenn Greenwald w „Guardianie”.
Ktoś mógłby powiedzieć: „powstrzymajcie się od krytyki przynajmniej dzisiaj”, ale to ślepa uliczka. Następnego dnia „dzisiaj” przekształci się w „parę dni”, potem w „tydzień” i później – kto wie? A tymczasem przychylne głosy nie będą milkły. Nie, rozwiązaniem nie jest czekanie, lecz zachowanie wrażliwości i rozwagi. Nie dadzą nam one gwarancji, że nie dotkniemy nikogo z bliskich zmarłego, ale pozwolą ograniczyć rozmiar takich szkód oraz prawdopodobieństwo ich wystąpienia.
Co wrażliwość i rozwaga miałyby oznaczać w praktyce? Trudno znaleźć uniwersalną odpowiedź na to pytanie, myślę jednak, że zasadniczo warto unikać złośliwości i satyry. Nawet tam, gdzie ich zamierzonym celem jest uprawiana w mediach hagiografia, łatwo mogą zostać odebrane jako drwina ze zmarłego oraz samej jego śmierci. Tym bardziej powstrzymałbym się od ostrych sformułowań personalnych.
Jan Kulczyk jest symbolem zjawisk gospodarczych i społecznych, które wielu ludzi (w tym i ja) ocenia negatywnie. Pamiętajmy jednak, że jest – był – również człowiekiem, podobnie jak jego przyjaciele i krewni. W moim przekonaniu właśnie teraz szczególnie istotna jest spokojna i wyważona krytyka. Może też będzie to dobra sposobność do mówienia o innych wizjach porządku społecznego i odmiennych rozwiązaniach gospodarczych w skali kraju.
To nie krytycy działalności Jana Kulczyka rozpoczęli jej publiczną ocenę po jego śmierci. To od nich jednak zależy, w jaki sposób sformułują swe zarzuty.
____________
Mój blog ma fanpage – zapraszam do odwiedzania.

Zadziwiające, ale zgadzam się z przedmówcą...
OdpowiedzUsuńPrzy następnym spotkaniu musimy to odpowiednio uczcić!
OdpowiedzUsuń