Dyskusje nad brakiem ludzi o skórze innej niż biała w Wiedźminie 3 cały czas podwyższają graczom ciśnienie (przekonałem się o tym na Facebooku). Warto wyjaśnić, dlaczego nieobecność takich postaci może być problemem, tym bardziej że jest to przykład szerszych problemów związanych z przedstawianiem (reprezentowaniem) różnych grup w rozmaitych mediach.
____________
Na początek ustalmy jedno: w tej grze byłoby miejsce dla ludzi śniadych bądź ciemnoskórych. Źródła inspiracji twórców Wiedźmina 3 jak najbardziej pozwalały na takie rozwiązanie.
Po pierwsze, historia. Gatunek fantasy odwołuje się zwykle do europejskiego średniowiecza, a my wyobrażamy je sobie jako jednorodne pod względem rasowym. Ale czy rzeczywiście takie było, w szczególności na naszych ziemiach?
Zachowało się wiele relacji podróżników arabskich z pobytu na Słowiańszczyźnie między VII a X wiekiem. Wiemy również, że na obszarze przyszłej Polski intensywnie handlowano niewolnikami, w czym uczestniczył m.in. niejaki Ibrahim ibn Jakub. Podobne przekazy mamy o wikingach, którzy dotarli aż do Konstantynopola i utrzymywali kontakty ze światem islamu.
Skoro zatem do najnowszego Wiedźmina włączono monstra ze słowiańskiej mitologii, to można było tam umieścić również postacie nawiązujące – w mniejszym lub większym stopniu – do naszej historii. Śniada podróżniczka zainteresowana obcymi kulturami? Dyplomata odległego państwa? Kupcy, najemniczki, kartografowie? Dlaczego nie?
Po drugie, książki. W opowiadaniach i powieściach Andrzeja Sapkowskiego istotnie trudno znaleźć informacje o postaciach, które nie byłyby białe. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: to nie worldbuilding jest najmocniejszą stroną tych utworów. Pisarz nigdy nie przejmował się przesadnie szczegółami geografii i historii swojego świata, o czym świadczy chociażby to, że na potrzeby książek nie opracował żadnej mapy. Twórcy trzech gier o Geralcie wielokrotnie musieli sobie radzić z lukami w uniwersum Sapkowskiego (np. Nilfgaard w oryginalnej sadze został ledwie naszkicowany). Czemu nie mieliby wypełnić i tej?
Pamiętajmy też zresztą o Zerrikanii, pokazującej, że i w tym świecie jest miejsce na ludzi innych niż biali. Oraz nie fetyszyzujmy spójności książkowego uniwersum, w którym średniowiecznym technologiom towarzyszy nowoczesna genetyka. A skoro do jednej z gier można było wprowadzić Dagona i jego kapłanów (może i półżartem, ale nadal jest to fundament jednego z ważniejszych zadań w pierwszym Wiedźminie), to ten świat jest bardziej pojemny, niż się wydaje.
Postacie ludzkie różnych ras mogły zatem wystąpić w Wiedźminie 3. Lecz czy to źle, że tak się nie stało?
Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba podnieść wzrok sponad gry CD Projekt Red i spojrzeć szerzej. Zobaczymy wówczas, że biel stanowi podstawową barwę tej branży (przynajmniej w tym obszarze geograficznym, z którym polski przemysł growy jest najmocniej związany). Postacie takie jak Vivienne z Dragon Age: Inkwizycji czy Franklin Clinton z Grand Theft Auto V nadal należą do rzadkości; podobnie zresztą jest z twórcami gier (w 2005 roku 83% respondentów nielosowego sondażu International Game Developers Association było białych, w 2014 roku praktycznie tyle samo: 79%).
Jeżeli gramy głównie w produkcje, w których pomija się postacie o innym kolorze skóry, stopniowo przyzwyczajamy się do pewnego obrazu świata. Dotyczy to również fikcji, a nawet fantastyki – czerpiemy z niej część naszej wiedzy o realiach (historycznych i współczesnych), do których nawiązuje. W tym świetnym tekście znajdziecie wiele przykładów oddziaływania fikcyjnych narracji na naszą wyobraźnię, od masowych polowań na rekiny po emisji Szczęk aż po przeświadczenie, że prawdziwe procesy karne przypominają te z seriali.
Wiedźmin 3 wraz z wieloma innymi grami, książkami czy filmami wpisuje się w gatunek fantasy. Odgrywa on swoją rolę w utrwalaniu fałszywych przekonań na temat wieków średnich – przekonań tak licznych, że „ogólny poziom «wiedzy» na temat spraw średniowiecza jest właściwie ujemny”.
Jedną z rzeczy, których nie dostrzegamy, jest prawdziwa skala kontaktów międzykulturowych w tamtym okresie, a więc również wewnętrzne zróżnicowanie ówczesnych społeczeństw1. Zróżnicowanie rasowe, ale też kulturowe, bo jedno z drugim było wtedy powiązane.
Oto najważniejszy powód, dla którego biała barwa branży może niepokoić: podobnie jak inne media, gry budują nasz obraz historycznej i współczesnej rzeczywistości. Kiedy obraz ten jest nieadekwatny, pojawiają się pytania o przyczyny i skutki zafałszowań. Czy to przypadek, że z pola widzenia usuwamy grupy, do jakich sami nie należymy (polecam poszukać kobiet w tym filmiku, dla mnie to było pouczające doświadczenie)? Czy to dobrze, że wymazujemy tych, którzy nie mają w naszych społeczeństwach mocnej pozycji? Moja odpowiedź na te pytania brzmi „nie”, ale już sama nieadekwatność powinna nas skłonić do myślenia.
Źródło: Wikipedia, autor zdjęcia: Michał Połtyn
CD Projekt miało szansę przyczynić się do zmiany tego stanu. Sądzę, że byłaby to również decyzja trafna pod względem biznesowym: firma ryzykowałaby niewiele (może jakaś część graczy poczułaby się urażona obecnością nawet małej grupki niebiałych postaci), a mogłaby zdobyć sobie sympatię osób spragnionych pełniejszej reprezentacji. I to na całym świecie, bo przecież Wiedźmin 3 jest produkcją o randze globalnej.
Dzięki takiemu zróżnicowaniu postaci można byłoby też dodatkowo podkreślić rozmiary stworzonego uniwersum, jego bogactwo kulturowe i heterogeniczność mieszkańców. Nie mówimy przecież o kameralnej historii osadzonej w jakiejś zamkniętej i faktycznie jednolitej społeczności (wtedy zarzuty przypominałyby próbę umieszczenia Innuitów w dżungli amazońskiej). Mówimy o pełnej rozmachu opowieści dotyczącej losów całego świata.
Nie czynię jednak z polskiej firmy kozła ofiarnego. Jeżeli zgadzamy się, iż warto myśleć o problemie w skali światowej, to najnowsza produkcja CD Projekt Red staje się tylko przykładem zjawiska o wiele szerszego. Można krytykować ten aspekt gry, ale trzeba pamiętać, że Wiedźmin 3 to tylko jedna produkcja w ogromnym przemyśle. Jej roli nie należy przeceniać.
Co więcej, krytyka nie oznacza odrzucenia całej gry. Można cieszyć się tekstami kultury, a zarazem dystansować się do niektórych ich aspektów. Ponadto nie zarzucam nikomu złej woli – powielanie rozpowszechnionych wyobrażeń nie wymaga ani świadomego zamiaru, ani jakiegoś spisku producentów. Wynika raczej z rutynowego robienia pewnych rzeczy „tak, jak zawsze się je robiło” (w linkowanym już tutaj tekście dobrze pisze o tym David Wong).
Źródło: Wikipedia, autor zdjęcia: Wojciech Kuchta
Wspomnę jeszcze o dwu ciekawych kontrargumentach. Pierwszy z nich mówi, że to amerykańscy krytycy usiłują narzucić dziełom kultury popularnej takie sposoby przedstawiania tematyki rasowej, dzięki którym odzwierciedlana będzie struktura społeczeństwa USA. Istnienie tego zjawiska w pewnych sektorach przemysłu medialnego wydaje mi się całkiem prawdopodobne. Być może nawet leży ono u podstaw niektórych zarzutów wobec ostatniego Wiedźmina (nie ma tutaj miejsca na ich analizę). W myśl tego kontrargumentu gra reprezentuje kulturę polską m.in. dzięki temu, że wszyscy ludzie mają w niej taki sam kolor skóry, jak zdecydowana większość mieszkańców naszego kraju.
Odpowiedź wypada zacząć od piłki nożnej. Tak się składa, że pamiętam Emanuela Olisadebe, pierwszego czarnoskórego zawodnika w polskiej reprezentacji. Słyszałem też o akcji „Wykopmy rasizm ze stadionów”. Ale futbol to nie wszystko – istnieją również takie postacie, jak John Godson i ks. John Baptist Bashobora. Mamy też w kulturze postacie Kalego i Murzynka Bambo, a od Friedricha Schillera przejęliśmy powiedzenie „Murzyn zrobił swoje, może odejść” (to akurat dość dwuznaczne przykłady, ale pokazujące pewną publiczną świadomość). Wszystko to kwestie w miarę nowe, bo o historii Słowian już mówiłem (jako ciekawostkę dorzucę jeszcze herb Mora).
Owszem, większość z nas bardzo rzadko spotyka ludzi, którzy nie są biali, ale nie znaczy to, że dla takich osób nie ma miejsca w polskiej kulturze. Dlatego podobne postacie nie zniszczyłyby polskości w Wiedźminie 3, a wręcz pomogłyby ją odpowiednio reprezentować.
Zaznaczę: nie chodzi o to, aby połowa ludzi w świecie Geralta miała skórę inną niż biała. Wystarczyłoby parę ciekawych postaci drugiego planu (naturalnie dobrze pomyślanych, nieprzypadkowych, a nie wstawionych do gry dla uciszenia krytyków). Wcale też nie musiałyby być czarnoskóre – czy obecność podróżników podobnych Arabom lub Tatarom, wzorowanych na realnej słowiańskiej historii, również ktoś nazwałby ustępstwem na rzecz supremacji USA? Można zwracać uwagę na niewidoczność pewnych grup w Wiedźminie 3, odnosząc się do struktury polskiego, a nie amerykańskiego społeczeństwa.
I jeszcze jedna, luźna myśl: w jakim stopniu biel jest oznaką polskiej kultury, a w jakim – dostosowaniem się do konwencji wyznaczonych przez tradycyjne (choć zmieniające się z czasem) rozwiązania północnoamerykańskiego przemysłu gier?
Pora na drugi kontrargument, chyba najmocniejszy ze wszystkich, które można by wysunąć. Otóż w utrwaleniu konwencji fantasy kluczową rolę odegrali pisarze (producenci, reżyserzy, twórcy gier) wzorujący się na jednorodnym rasowo świecie. Odejście od tej normy jest naruszeniem reguł pewnej estetyki, wyzwaniem dla naszych przyzwyczajeń. Postacie o nietypowym kolorze skóry są niekonwencjonalne, toteż ich obecność w fikcyjnym świecie domaga się wyjaśnienia. Zawsze w jakimś stopniu zakłócają płynność odbioru, więc nie powinno ich być zbyt wiele.
Łamanie takich reguł rzeczywiście mogłoby być trudne do przyjęcia dla wielu graczy. Można jednak je naginać. W naszym przypadku oznaczałoby to – ponownie – wprowadzenie pewnej liczby ludzi rasy innej niż biała, ale bez poważniejszych zmian w rozkładzie grup etnicznych wiedźmińskiego świata. Do uzasadnień, które przedstawiałem we wcześniejszej części wpisu, dodam teraz jeszcze jedno: przełamywanie konwencji może być bardzo odświeżające i ciekawe, kryje się w nim duży potencjał. Kto nie chciałby spotkać fikcyjnego Ibrahima ibn Jakuba?
Jeszcze raz: Wiedźmin 3 nie jest złą grą, a jego twórcy – oczywiście – nie są złymi ludźmi. Warto ich chwalić za wykonaną pracę – między innymi za to, iż do swoich gier włączają wiele składników kultury polskiej, promując ją na świecie (pamiętny czwarty akt w pierwszym Wiedźminie!). Najnowszy tytuł CD Projekt jest też ciekawy, jeśli chodzi np. o sposób przedstawiania starości lub orientacji seksualnej. Szkoda jednak, że pewnych branżowych norm nie nagięto nieco śmielej.
*
Wpis ten nie powstałby, gdyby nie wymiana zdań ze znajomymi. Z wieloma z nich mamy różne poglądy, ale i tak wszystkim dziękuję. W ułożeniu tego wpisu pomogło mi zwłaszcza przemyślenie wypowiedzi Andrzeja Nowaka, Karola Urbanka, Szymona Charko i Mateusza Tondery. Andrzejowi zawdzięczam także część wykorzystanych linków.
Pod wpływem pewnych komentarzy internetowych (za które jestem wdzięczny) wprowadziłem kilka poprawek do wpisu. W niektórych miejscach brzmienie notki różni się więc nieco od początkowego.
Mój blog ma fanpage – zapraszam do odwiedzania.
____________



Bardzo ciekawy artykuł! Już wielokrotnie spotkałem się z polską ignorancją na temat rasy, wiem, że istnieją osoby, które każdą postać fikcyjną inną niż Typowy Biały Główny Bohater uznają za ,,narzucanie propagandy'', pożal się Boru. Mam nadzieję, że choć jeden taki osobnik po przeczytaniu Pana tekstu zrozumie, na czym polega problem reprezentacji innych ras w mediach. Przeraża mnie, jak łatwo niektórzy potrafią zawzięcie bronić stereotypu głównego bohatera, brutalnie ograniczając tym samym horyzonty fikcji.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
A ja bym nie odsadzala gry od czci i wiary, bo w polnocnej Europie owszem, byli Zydzi, ale oni sie wizualnie roznili jedynie strojem od lokalnej populacji, podobnie jak Ormianie. Ibrahim Ibn Jakub mogl miec ciemne oczy (ale rownie dobrze niebieskie) i ciemniejsza cere (wg przekazow byl Sefaradyjczykiem).
OdpowiedzUsuńTatarzy pojawiali sie najdalej na Slasku, a i to raczej z napadami zbrojnymi, szybkim spuszczeniem lomotu i powrotem, to juz predzej w druga strone - geny branek spowodowaly, ze sultani byli rudoblond. Znalezienie w Wielkiej Brytanii sredniowiecznego grobu z negroidalnym nieboszczykiem bylo sensacja (chociaz geny kraza po populacji).
Czarnoskorzy robili raczej za atrakcje na dworze moznowladcow, bywali jencami i poslami, ale nadal - byli to pojedynczy ludzie.
Owszem, pojawiaja sie czasem na obrazach (Duerer, Bosch) ale jak popatrzy sie u Bruegela, to ni dudu.
Poludnie Europy to co innego, ale tam tez raczej kojarze Berberow i Arabow.
Nie kojarze tez zadnych pochowkow z terenow Polski.
Modelowanie populacji na jednym kupcu IMO wiekszego sensu nie ma - moze jedyne na targu w Novigradzie czy dworze krolewskim mozna by kogos dodac dla kolorytu.
Dzięki za komentarze! Odpowiem na drugi z nich: od czci i wiary nikogo nie odsądzam, nie sugeruję też, że kryterium historyczne nakazywałoby wprowadzanie do gry całych nowych kultur. Tak jak mówię: z mojej perspektywy w pełni wystarczyłoby kilka interesujących postaci drugoplanowych (niekoniecznie ciemnoskórych). Myślę więc, że wcale nie jesteśmy aż tak daleko od siebie. :-)
OdpowiedzUsuńUważam, że doszukiwanie się dziury w całym w wiedźminie, pod względem reprezentacji rasowej jest grubą przesadą. Wiedzmin został stworzony przez Polaka, który ma prawo opisywać świat tak jak wygląda dookoła niego. A nie oszukujmy się, 99,9% ludzi w Polsce to Polacy. Już nie wspominając o tym, że jest to fantastyka czyli rodzaj literatury, w którym można kreować swój świat bez ograniczeń. Po za tym spora część fabuły Wiedźmina dotyczy problemów rasowych przedstawionych tutaj jako ludzie kontra elfy, krasnoludy etc. Docieramy do momentu w którym rasizmem staje się nie to, że nie ma innych ras w wiedźminie, a to że rasa białych nie ma prawa do własnej, odpowiadającej ich kulturze fikcji literackiej.
OdpowiedzUsuńJa przepraszam, ale mam wrażenie, że dokładnie na wszystkie te rzeczy już odpowiedziałem w swoim wpisie. ;-)
OdpowiedzUsuńNa początek ustalmy jedno: w Twoim mieszkaniu też byłoby miejsce dla ludzi śniadych bądź ciemnoskórych.
OdpowiedzUsuńP,MSPANC.
Tutaj niech wszyscy sobie wyobrażą wybrany mem z podpisem "what". :-)
OdpowiedzUsuńWitaj :)
OdpowiedzUsuńbardzo ciekawy wpis i z dużą częścią się zgadzam.
Jeśli chodzi o kryterium "historyczne" (któremu przeciwko mógłby być sam Sapkowski, jeśli chodzi o ograniczanie jego twórczości w jakikolwiek sposób), to choć osób o czarnym kolorze skóry mogło u nas być bardzo mało, to już z tatarami i arabami jakieś kontakty mieliśmy.
Jest jednak inna sprawa, która bardzo rzadko pojawia się w jakiejkolwiek dyskusji na ten temat: ludzie nie wyewoluowali w świecie, o którym opowiada gra i pisze Sapkowski. Przypłynęli tam na statkach jakieś 1300 lat temu (zbyt krótko, by jakiekolwiek zmiany ewolucyjne się pokazały tak duże, jak inny kolor skóry). Nie znamy składu grupy założycielskiej, nie znamy ilości fal (nie wiemy ile trwała koniunkcja sfer), nie wiemy czy grup statków było więcej niż ta, która przedstawiona jest na obrazie w Aretuzie - który opowiada o lądowaniu w krainach szeroko pojętej północy. Czy Nilfgaardczycy to po prostu ludzie, którzy powędrowali na południe, czy osobna grupa statków? skąd się wzięli ludzie w Zerrikanii? Jaki mają kolor skóry? Wiemy tylko o jednej grupie, choć nie znamy jej składu, nie wiem też czy po 1300 latach mieszania się genów ktokolwiek miałby jeszcze wyraźne cechy rasy czarnej, zakładając że grupa była mieszana, czasy ciężkie a mieszanie częste (jeśli masz jakieś przypuszczenia to powiedz :) )
w sumie chętnie bym zobaczyła mieszkańców Zerrikanii (myślę, że bardziej śniadych niż czarnych, jeśli można brać pod uwagę wygląd Azara Javeda) i dalekiej północy (o których istnieniu możemy wnioskować z rozmyślań Milvy o jej łuku), ale należy też wziąć pod uwagę to, że Zerrikania (bazując na tych kilku napomknieniach o niej w sadze) jest krajem dzikim, a dotarcie do niego jest ciężkie (ot, podróż Dijkstry w tamtą stronę choćby) i niebezpieczne, więc nic dziwnego, że mało kto się odważa i mało kto daje radę :)
i tak, jestem świadoma, że gra jest medium osobnym i różnym od książek, więc może sobie pozwolić na odstępstwo od nich, w związku z tym może wprowadzić osby innego koloru skóry i nie musi się z tego tłumaczyć :)
przepraszam, ale mi się bardzo łatwo broni i gier i sagi, bo lubię te pierwsze a do tych drugich mam ogromny sentyment :)
Gospodarz ceni naukę, więc jako uzupełnienie do powyższego komentarza dorzucam:
OdpowiedzUsuńhttp://en.wikipedia.org/wiki/Founder_effect
Maju: to, o czym piszesz, to naturalnie ciekawa kwestia, natomiast spotkałem się już z tym argumentem w dyskusjach internetowych. Moja odpowiedź jest taka, że nie próbowałbym bronić całkowitej spójności tego uniwersum, bo zawsze spod dywanu wylezie to nowoczesna genetyka, to inne anachronizmy w wypowiedziach postaci, to znowu kapłani Dagona (których skądinąd właśnie dodałem do wpisu). Niech to będzie bardzo z grubsza zborne i wystarczy. :-) A że mało kto się odważa, to jasne – dlatego nie proponuję umieszczania u Nordlingów całych kultur ludzi o innym kolorze skóry, zamiast tego mówię o podróżnikach, najemnikach itd., których jak najbardziej można byłoby się spodziewać również w takim świecie.
OdpowiedzUsuńBorysie: jakoś "founder effect" nie przeszkodził we wprowadzeniu Azara Javeda. ;-)
Tak jak pisałam - ja odruchowo przyjmuję postawę obronną, bo mam poczucie że coś co bardzo lubię jest atakowane... i jestem tego świadoma. I nie w całości jest to atak słuszny, bo nie wszystkim wystarczyli by kupcy i podróżnicy i przy rzadko pojawiających się "people of colour" (kolorowi brzmi jakoś obraźliwie po polsku), znalazły by się kolejne zarzuty przecież: a to, że jest to "token black guy", a to że powiela się taki lub inny stereotyp. Bo a to jest ich mało a to przyjmują niewłaściwe role (będąc tym, czym byli by w historycznych realiach w podobnym czasie: atrakcją turystyczną, bo nawet elfa ludzie widzą częściej niż mieszkańca Zerrikanii), a to np byliby śniadzi a nie czarni (jak Azar). Bo wprowadzenie takich osób rozwiązując jeden problem, tworzy inny :D no i zawsze znajdą się tacy, którzy zakrzykną że CD Projekt Red ugiął się pod naporem opinii publicznej, co też jest fe.
OdpowiedzUsuńnie mam nic przeciwko pojawieniu się osób o innym kolorze, bez względu na ich rolę w tym społeczeństwie. Ale w sumie - mieliśmy już jednego Zerrikańczyka w serii, a to podkreśla jak bardzo są rzadcy w tym świecie :D
Z oceną drugiej kontrowersyjnej kwestii w Wieśku poczekam do czasu, aż sama zagram, ale zarzucanie grze, że jest seksistowska bo kobiety obrzuca się inwektywami opartymi na tym, że są kobietami, jest imho bzdurne, bo właśnie takimi samymi obrzuca się kobiety w prawdziwym świcie XD (a i inni obrywają swoje przecież). No a w tym świecie nie brakuje też silnych, niezależnych kobiet. Mocno roznegliżowanych (dlaczego oni zrobili to Triss??), ale jednak XD
Powiem tak: przedstawiłem swój obraz sytuacji. Wiele osób powiedziałoby "chcemy więcej!", wiele też powie "nie potrzeba wcale!", ale ja odpowiadam tutaj tylko za własne argumenty, cudzymi specjalnie się nie przejmuję. :)
OdpowiedzUsuńO kwestii płci też się nie wypowiadam. ;)
Jedno pytanie. Jak można mylić fantasy z historią? Fantasy to setting całkowicie stworzony w głowie jakiegoś autora. Odwoływanie się do REALIOW średniowiecza w odniesieniu do świata w którym jest obecna magia. brak słów.
OdpowiedzUsuńJeżeli w danym świecie żyją tylko reptilioni to tez będziesz żądał przemalowania połowy na inny kolor niż zielony czy jaki tam autor przyjmie?
Ja bym jednak przeczytał notkę przed jej skomentowaniem. :)
OdpowiedzUsuń"Fantasy to setting całkowicie stworzony w głowie jakiegoś autora. Odwoływanie się do REALIOW średniowiecza w odniesieniu do świata w którym jest obecna magia. brak słów.
OdpowiedzUsuńJeżeli w danym świecie żyją tylko reptilioni to tez będziesz żądał przemalowania połowy na inny kolor niż zielony czy jaki tam autor przyjmie?"
Ale jednak jeśli przyjmuje się świat JAKOŚ JEDNAK PODOBNY, z podobnymi uwarunkowaniami geograficznymi, a co za tym idzie, biologicznymi, to zrobienie całej planety białasów nalezy jakoś uzasadnić. Uzasadnieniem byłoby np. to, co pisze wyżej Maja, czyli przybycie małej stosunkowo grupy ludzi jednolitych etnicznie skądinąd i brak czasu na wytworzenie odmiennych kolorów skóry.
Natomiast nawet przy takim uzasadnieniu nie powinniśmy zapominać o istnieniu Azara Javeda. :)
OdpowiedzUsuńZdjęcie nr 2 jest rasistowskie, ponieważ nie ma na nim żadnego czarnoskórego kupującego! Jak można było popełnić takie fatalne faux pas?
OdpowiedzUsuńSam nie mam problemu z tym, że w W3 wszyscy są biali. Nie miałbym też problemu, gdyby pojawili się kolorowi z odległych stron, jak proponował Staszek. Zastanawia mnie jednak to: jeśli dla wielu osób problemem jest ograniczenie występujących kolorów skóry do jednego, to dlaczego nikt nie pisze o tym, że w W3 wszyscy NPC są jednakowego wzrostu i postury (nie licząc wyjątków pokroju Leto)? Przecież to bardzo nierealistyczne (fantastycznie, historycznie i ogólnie). Gdzie otyli kupcy z trzema podbródkami i podobnie wyposażone przekupki? Dlaczego wszystkie dzieci są w tym samym wieku i gdzie podziała się pryszczata młodzież? Kolor skóry to kropla w morzu, a jakoś tylko o tym toczą się zażarte dyskusje.
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o mnie, to w notce poruszyłem tylko jeden temat (nie pisałem m.in. o płci). Pozostałe kwestie też są ciekawe (np. kiedy pierwszy raz zobaczyłem Geralta, od razu pomyślałem: "łał, główny bohater wygląda jak starszy człowiek!"), ale musiałbym osobno się nad nimi zastanowić. :-)
OdpowiedzUsuńLemon - na to też narzekają, przynajmniej moi znajomi. i na brak skrzyń. ale ponieważ nie jest to sprawa tak kontrowersyjna jak rasizm czy seksizm i generuje mało klików, mało osób pisze o tym gdzieś poza prywatnym fejsbukiem :)
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że niespecjalnie rozumiem, dlaczego to o czym piszesz, miałoby być właściwie problemem. Po pierwsze, gry komputerowe, tak jak literatura czy film nie są docelowo narzędziem służącym do jakiejś szeroko pojętej edukacji społeczeństwa. Zarzut taki można by postawić, gdyby autorzy tworzyli jakąś publikację popularnonaukową czy reportaż i pomijali w nich realnie istniejące problemy czy poświęcali nieproporcjonalnie dużo bądź mało miejsca czynnikom o nieadekwatnej istotności. W świecie fantasy, jakkolwiek nie byłby on wzorowany na jakichś realiach historycznych, autor ma prawo uczynić wszystkich bohaterów homoseksualistami, dać każdemu rude włosy czy wreszcie zrobić wszystkich bohaterów białymi.
OdpowiedzUsuńMam wrażenie, że operujemy tutaj na jakimś dziwnym założeniu, jakoby to ludzie uczyli się świata z gier. Przy czym, mam wrażenie, że grom nadaje się w Twoim artykule taką rolę, jaką mają prasa czy telewizja. A tak po prostu nie jest. Społeczeństwo można teoretycznie "wychowywać" przez gry, ale i grom, i np. literaturze, nie powinno się nadawać "misji wychowawczej" (co nie znaczy, że mają być pozbawione misji w ogóle - ale to temat na inną dyskusję).
Problemem jest więc np. to, że żadnej drużyny z Afryki nie można zaliczyć do pierwszej dziesiątki w każdym z 5 najpopularniejszych sportów zespołowych, co wynika z dominacji finansowej Zachodu, do którego doszlusowuje sobie Ameryka Płd. i źle, że na ten temat się milczy. Ale na miłość boską, to zarzut kierowany do mediów, a nie do gier. Gry nie mają obowiązku "odbijania" świata. I jeśli mają poruszać ważne tematy społeczne, to mają je właśnie poruszać, a nie ich "uczyć". Tak więc np. umieszczenie wątków rasistowskich w Wiedźminie jest jak najbardziej na miejscu (choć nie jest to obowiązek twórców gry), ale gdyby np. rasiści zostali przykładnie ukarani, a pomaganie im zostało potępione przez boski ogień z niebios czy kary do statystyk postaci, to byłoby to co najwyżej pretensjonalne.
1. W praktyce filmy czy seriale nie służą tylko rozrywce, lecz także kształtowaniu świadomości społecznej (zob. w notce linki do tekstu Davida Wonga). To między innymi z ich powodu wierzymy choćby w to, że średniowieczni wikingowie nosili rogate hełmy – ale też np. nie doceniamy liczby kobiet, które zajmowały się nauką (tzw. efekt Matyldy). Oczywiście są też odmienne powody tego stanu rzeczy, takie jak ukierunkowanie edukacji historycznej w szkole.
OdpowiedzUsuńCo do tego chyba się zgadzamy.
2. Być może w idealnym świecie nasze wyobrażenia na temat świata kształtowałyby się wyłącznie na podstawie racjonalnych przemyśleń, ale w praktyce tak nie jest. Skoro więc media mają taki wpływ, to ocenianie ich również pod tym kątem wydaje mi się całkiem naturalne. Dawanie rozrywki jest społeczną funkcją literatury lub kina tak samo jak kształtowanie potocznych przekonań (przy czym twórcy wcale nie muszą mieć takiego zamiaru, pisze o tym Wong). Ograniczanie się do tego, czy np. dany film "dobrze się oglądało", w tym kontekście brzmi dziwnie – właściwie czemu z paru funkcji pełnionych przez kulturę mielibyśmy uwzględniać tylko jedną?
3. Gry komputerowe są tak gigantycznym przemysłem i gra w nie tylu ludzi, że rozpatrywałbym je na równie z filmami, serialami itd. (Piszę o tej sprawie tylko dla porządku, bo Ty chyba myślisz raczej o tym, aby po jednej stronie postawić gry, filmy czy też beletrystykę, a po drugiej np. telewizyjne wiadomości. Do tego wrócę w pkt 5).
4. Oczywiście, przekazy fabularne (tak je w wielkim uproszczeniu nazwijmy) nie są wszystkim. Masz rację, że na uwadze trzeba mieć również niefikcyjne teksty prasowe lub takież programy telewizyjne. Albo od innej strony: Wiedźmin 3 jest tylko jedną z bardzo, bardzo wielu gier. Dlatego wyraźnie zaznaczyłem, że nie należy przesadzać w ocenie jego znaczenia; to jedynie element wielkiego systemu.
5. Ostatnia rzecz: czy teksty prasowe, dokumenty, dzienniki telewizyjne etc. wpływają na nasz obraz świata w większym stopniu niż filmy bądź gry? To ciekawe pytanie, ale bardzo ogólne, trudno na nie prosto odpowiedzieć. Dlatego ująłbym temat tak: jeśli gry czy seriale mają na nas wpływ, to ich rola pozostaje istotna, nawet jeśli większe znaczenie mają "Fakty TVN" lub "Wiadomości". (Te ostatnie zresztą też bardzo często oglądamy raczej dla rozrywki niż w celu uzyskania informacji, więc granica może być bardziej płynna, niż się zwykle sądzi).
Mam nadzieję, że to w pewnym stopniu wyjaśnia mój sposób myślenia.
Aha, no i pamiętajmy, że do karania rasistów w grach nie jest potrzebny ogień z nieba – wystarczy możliwość wymierzenia kary choć niektórym z nich przez główną postać (będącą przedłużeniem gracza). Ale to już trochę inna sprawa.
1. Jeżeli założymy, że filmy czy seriale służą kształtowaniu świadomości społecznej i zaczniemy próbować na nie wpływać, to pojawia się pewne niebezpieczeństwo, a mianowicie takie, że zaczniemy występować w roli posiadacza prawdy absolutnej, który próbuje uformować "głupie" społeczeństwo. Nie zgadzam się zupełnie z tym, że gry, filmy czy seriale należy traktować jak narzędzia kształtowania świadomości społecznej. Oczywiście, one ją właśnie kształtują. Ale ocena ich i próba zmiany pod tym kątem jest jeszcze bardziej niebezpieczna.
OdpowiedzUsuń2. Jedno sprostowanie. Nie mówię o ograniczeniu się przy ocenie tworów kultury do ich funkcji rozrywkowej. Właściwie, wprowadziłbym tu pewien podział - na teksty kultury, których głównym elementem oceny jest właśnie ich wartość rozrywkowa (nikt nie wymaga od filmów na bazie komiksów o superbohaterach poprawności politycznej) i na takie, które oceniamy jako "dzieła". I w tym drugim wypadku będę bronił jak niepodległości, że kryterium oceny nie jest sposób kształtowania świadomości społecznej. Co nim jest, to temat na długą, osobną dyskusję. Ale fakt, że mówimy o Wiedźminie w tym kontekście sugeruje, że przynajmniej częściowo zaczynamy zaliczać gry (przynajmniej niektóre) do rangi "dzieł".
3. Tu zgoda.
4. Chyba nie do końca się zrozumieliśmy. Chodziło mi o to, że oceniać pod kątem sposobu oddziaływania na świadomość społeczną możemy TYLKO te teksty kulturowe, które aspirują do przedstawiania faktów z rzeczywistego świata. A więc reportaże, artykuły prasowe, książki i filmy historyczne czy fabularne, ale osadzone w konkretnych, rzeczywistych realiach historycznych.
5. Możliwe, że gry i filmy wpływają na nasz obraz świata nawet w większym stopniu niż dzienniki informacyjne (chociaż nie przesadzałbym - przez brak czarnoskórych ludzi w Wiedźminie raczej nikt nie założy ich nieistnienia w realu). Próbuję powiedzieć, że od dzienników informacyjnych możemy wymagać, aby brały pod uwagę swój wpływ na kształtowanie świadomości społecznej, a od gier nie. I tak TVN-owi możemy zarzucić, że nieproporcjonalnie dużo miejsca poświęca kwestii in vitro, a nie np. czemuś tak powszechnemu i prozaicznemu jak bieda, ale książce science-fiction nie możemy już zarzucić, że w przedstawionym przez nią obrazie obcej cywilizacji panuje niewolnictwo i nie jest ono przez bohaterów czy autora potępiane.
Ad 1. Na pewno takie niebezpieczeństwo istnieje. Ale tak samo istnieje niebezpieczeństwo zaniedbania wpływu popkulturowych narracji na potoczne przekonania. To drugie uważam za bardziej rozpowszechnione (przynajmniej w Polsce, gdzie spostrzeżenia takie jak u Davida Wonga są wciąż nowinkami).
OdpowiedzUsuńAd 2. Mnie np. drażni to, że w kinie superbohaterskim jest tak mało kobiet. Nie widzę żadnego mądrego powodu, dla którego swój film miałby mieć Ant-Man, a nie Czarna Wdowa. Z pewnego punktu widzenia to nawet gorzej niż zbrodnia, to błąd, bo marnuje się materiał na tyle ciekawych postaci. I tutaj widziałbym potencjalną płaszczyznę porozumienia: postulaty dotyczące zagadnienia reprezentacji (pokazywania różnych grup w fikcji) często mogłyby być spełniane z powodów czysto komercyjnych, ze względu na możliwość lepszego dotarcia do rozmaitych odbiorców. Natomiast to trochę inny kierunek argumentacji niż ten, który przyjąłem we wpisie.
No i przyznam, że nie lubię wyrażenia "poprawność polityczna" – dla mnie to taki worek, do którego wrzuca się bardzo różne nielubiane rzeczy (troszkę jak po drugiej stronie np. "neoliberalizm").
Ad 4. Ja mam inne kryterium, powiedzmy, że pragmatyczne – oceniam pod tym kątem te teksty kultury, które oddziałują na rzeczywistość. Nie przejmuję się specjalnie tym, czy w założeniu twórców i dystrybutorów miały to robić, bo bardziej interesuje mnie faktyczny odbiór (na tyle, na ile jestem w stanie go oszacować). Może to dlatego, że próbuję pokazywać, jak moim zdaniem działa cały złożony system popkulturowy, bez przywiązywania zbyt dużej wagi do poszczególnych jego trybików (tutaj: CD Projekt i "Wiedźmina 3").
Nie wiem, czy przy tak rozbieżnych założeniach nie pozostanie nam za chwilę tylko uznać różnic i rozejść się w pokoju. :-)
5. Zgoda, że nie ma co przesadzać z oceną pojedynczych tekstów kultury – staram się też takie podejście prezentować w notce i komentarzach. A jeśli chodzi o przykład z niewolnictwem, to czułbym się głęboko zaniepokojony, gdyby ktoś przedstawiał mi takie społeczeństwo jako świat ogólnej szczęśliwości, pomijając wszystkie patologie związane z tego rodzaju stosunkami społecznymi. Przy czym nie jest powiedziane, że bohaterowie musieliby krytykować tego rodzaju relacje w myślach lub słowach – chodzi raczej o to, czy w fabule byłoby miejsce na pokazanie, do czego taki system prowadzi.
Nie będę odnosił się już do poszczególnych kwestii, bo ta dyskusja rozciągnie się w nieskończoność. Mam tylko jedną anegdotę. Jest takie opowiadanie Dukaja, które nosi tytuł "Racjonalny antysemityzm" (albo coś podobnego, nie jestem do końca pewien). Opowiadanie jest świetne. Nie pod kątem rozrywkowym, a ze względu na siłę oddziaływania i jakość argumentacji. Jest to dialog między mężem i żoną. Mąż przedstawia kolejne stereotypy na temat Żydów, tolerancyjna żona broni Żydów, próbując przekonać męża, że to tylko stereotypy, ale ten paruje bardzo inteligentnie i właściwie punkt wyjścia jest taki, że prawie wszystkie przedstawione stereotypy zostają w mniejszym bądź większym stopniu potwierdzone.
OdpowiedzUsuńMam z tym opowiadaniem problem. Bo z jednej strony bardzo bym nie chciał się z tą argumentacją zgodzić i rzeczywiście się z nią nie zgadzam, ale nie mam argumentów. Czuję, że dyskusję bym przegrał. I teraz tak - czy to oznacza, że Dukaj jest szkodliwy albo, że napisał gorsze opowiadanie? Moim zdaniem nie, bo od początku do końca jest uczciwy. Prowadzi dyskusję, ale prowadzi ją fair.
Teraz przyjmując Twoje założenia, należałoby ten tekst Dukaja potępić za nieprawidłowe kształtowanie świadomości społecznej. Ale to z kolei zakłada, że jest jakiś prawidłowy sposób kształtowania świadomości społecznej i że ja, krytyk, go znam. Kiedy pisałem, że boję się o wpływ ustanawiania takich kryteriów oceny kultury, jakie proponujesz, to chodziło mi o to, że odbyłoby się to prawdopodobnie ze stratą dla samej kultury. Bo moglibyśmy się nie zorientować, kiedy np. nasza literatura stałaby się podkręconą wersją oświeceniowych powiastek dydaktycznych. Czyli, mówiąc krótko - byłaby po prostu kiepską literaturą.
Mówiąc jeszcze inaczej - jeśli boli nas nieobecność kobiet w filmach o superbohaterach, to zmian trzeba, moim zdaniem, dokonywać w innych sektorach niż w samej popkulturze. Nie należy traktować popkultury jako narzędzia kształtowania świadomości społecznej, bo z takim podejściem bardzo szybko staniemy się miękką cenzurą.
PS. Przepraszam za "poprawność polityczną". Też za tym za bardzo nie przepadam, ale w tym kontekście po prostu nie chciało mi się pisać kolejnego wersu tekstu, który byłby dokładniejszy i omijał to słowo. Ja natomiast nie przepadam za "rozchodzeniem się w pokoju i uznaniem różnic". Nic na to nie poradzę, że mam mentalność krzyżowca (tak to sobie roboczo nazwałem). Albo przekonam, albo dam się przekonać.
Z ciekawości troszkę poszperałem w internecie – to ten tekst: http://baza.fantasta.pl/opowiadanie.php?id=2878. Natomiast zupełnie go nie znam i bardzo trudno byłoby mi się na jego temat wypowiadać.
OdpowiedzUsuńW kwestiach bardziej ogólnych:
A) Oceniając kulturę popularną pod kątem jej możliwego wpływu społecznego, nie muszę zakładać, że istnieje jakiś jeden wzorzec pożądanego oddziaływania. Tak samo przecież pisząc o wartości rozrywkowej jakiegoś utworu, nie trzeba przyjmować, że istnieje uniwersalna receptura na sukces w tej dziedzinie (ba! konia z rzędem temu, kto taką sporządzi). W obu wypadkach można starać się formułować jakieś ogólne wytyczne, ale im bardziej będą szczegółowe, tym trudniej przenosić je z utworu na utwór. I tak mogę na przykład powiedzieć: "jeśli kino superbohaterskie jako całość pokazuje bardzo mało kobiet, to coś jest nie tak", ale nigdy nie stwierdzę, że "każdy film powinien przedstawiać mężczyzn i kobiety w proporcjach 50-50".
B) Co do potępiania tekstów – można krytykować dany utwór pod pewnymi względami, ale nie odmawiać mu innych wartości. Tak ja próbuję robić z "Wiedźminem 3".
C) Jestem zwolennikiem dokonywania zmian i w popkulturze, i w innych dziedzinach kultury. Natomiast nie czuję potrzeby regulowania treści filmów, seriali itp. za pomocą ustaw – wierzę raczej w przekonywanie (tak jak w tej notce), w promowanie dobrych przykładów, a jeśli ktoś ma talent twórczy i możliwości (np. finansowe), to również w pisanie własnych powieści i robienie własnych filmów.
D) Dzięki za przeprosiny. Co do "mentalności krzyżowca", to według mnie nie we wszystkich sprawach można osiągnąć racjonalny konsensus. Na przykład tutaj – jak rozumiem – Ty bardziej obawiasz się konsekwencji oceniania kultury popularnej pod względem jej wpływu społecznego, a ja konsekwencji porzucenia takiej oceny (i obaj jakoś tam uzasadniamy swoje podejścia). To na tyle rozmyte zagadnienia, że niespecjalnie widzę możliwość wspólnego dojścia do jakiejś czysto racjonalnej konkluzji. Zawsze pozostanie moment subiektywnego wartościowania, osobistej oceny: "nie, te argumenty nie są dla mnie dość przekonujące".
A) O nie, kryterium rozrywkowości i pożądanego oddziaływania społecznego to dwie różne rzeczy. Rozrywkowość ocenia się bardzo prosto - im większa liczba ludzi uzna, że coś im się podoba, tym większą ma to "wartość" rozrywkową (Boże, aż mi zgrzyta w zębach przy takim zestawieniu słów). Pożądaną wartość oddziaływania społecznego mierzy się ze względu na zgodność z jakimiś ogólnymi wytycznymi. Więc trzeba mieć te ogólne wytyczne. A ja właśnie na to się nie zgadzam. Nie zgadzam się na odpowiedzialność sztuki przed tak postawionym kryterium, bo ono właśnie zakłada, że są te "dobre" mniej lub bardziej ogólne wytyczne.
OdpowiedzUsuńB) Ja też, choć w tym wypadku mam dokładnie na odwrót. Samego Wiedźmina 3 nie widziałem, choć poprzednie części oceniam jako niezłe, choć mocno przereklamowane. Natomiast bronię ich pod kątem oceny z tej perspektywy.
C) A ja uważam, że nie jest dobrze, jeśli nakładamy na film czy książkę wymagania inne niż "bycia dobrym filmem, książką". Uświadomiłeś mi, że ja tak naprawdę wszystkie teksty kultury oceniam z perspektywy sztuki. I tak np., oceniając film na Filmwebie nigdy nie dam świetnemu filmowi sensacyjnemu więcej niż 7 gwiazdek, jeżeli przedstawia on tylko zalety ze względu na rozrywkowość. Ba, film moim zdaniem, może być piekielnie nudny, a mimo to, wybitny (jak jeden z moich faworytów - "Piknik pod wiszącą skałą"). To samo chyba robię z grami. Wiedźminy nigdy nie dostaną ode mnie wyższej oceny niż Torment, I have no mouth and I must scream, Deus Ex, Sanitarium czy (dłuższymi momentami) Syberia, pomimo że wielokrotnie przy Wiedźminach bawiłem się lepiej.
Ale to drugie kryterium nie jest w żadnym razie kryterium wpływu na świadomość społeczną. Więc, jeśli ktoś napisze powieść, która będzie istotnie wpływać na społeczne wyobrażenia, ale pod względem artystycznym będzie po prostu kiepską powieścią, to powiem, że jest kiepską powieścią. I innego kryterium po prostu nie będzie.
D) Zgadzam się. Ale to tak jak z "przemocą symboliczną". Wkurza mnie nie tyle samo pojęcie, co nadużywanie go w bardzo wielu kontekstach. A "uznanie różnic" często jest sposobem rejterowania z dyskusji, którą się przegrywa (nie jest tak, oczywiście, w tym przypadku - po prostu dostaję już wtórnie alergii na samo sformułowanie).
Na szybko przed wyjazdem – zastanawiam się, jakie właściwie miałyby być te wytyczne związane ze społecznym znaczeniem sztuki. I wychodzi mi na to, że od dobrych utworów chciałbym przede wszystkim jednego: aby nie upraszczały zanadto złożoności świata. To nie oznacza popierania jakiegoś określonego światopoglądu – bardzo cenię zarówno Kantyczkę dla Leibowitza, jak i Opowieść podręcznej, mimo że obraz religii w tych tekstach jest zupełnie różny.
OdpowiedzUsuńPotem możemy wrócić do innych wątków, ale na gorąco wydaje mi się, że takie kryterium nie jest specjalnie niebezpieczne. Według niego można krytykować (pod pewnymi względami) zarówno "Ciemno, prawie noc", jak i opowiadania Ziemkiewicza.
Myślę jeszcze o innym kryterium: czy literatura, która przyjmuje punkt widzenia słabych, jest dla mnie cenniejsza od tej, która pokazuje perspektywę silnych? Odruchowo odpowiedziałbym: "tak", ale trudno mi skrytykować "Dwór czerwonego cara" Montefiorego za to, że skupił się na otoczeniu Stalina, a nie na zwykłych Rosjanach i innych mieszkańcach ZSRR. Więc tutaj sprawa jest mniej jasna.