niedziela, 22 maja 2016

Zaburzenia i polityka

W ostatnim numerze tygodnika „Do Rzeczy” ukazała się rozmowa z psychiatrą Łukaszem Święcickim [1]. Stygmatyzuje on osoby doświadczające zaburzeń psychicznych i używa pseudomedycznych argumentów, by krytykować politycznych przeciwników. Niestety takie postępowanie nie należy w Polsce do rzadkości; nie jest też domeną jednego stronnictwa politycznego [4].

____________

Lista nadużyć, które popełnił w wywiadzie [2] prof. Święcicki, jest długa. Można wśród nich wskazać trzy główne wątki.

Po pierwsze, Łukasz Święcicki parokrotnie deklaruje przekonywanie pacjentów do własnych poglądów w dziedzinie polityki. „Ja im mówię, że mnie nie brakuje demokracji”; „tłumaczę, że skoro są demonstracje, to znaczy, że mamy demokrację”; „większość na początku nie chce uwierzyć, że nie martwię się o Trybunał Konstytucyjny […] uparcie twierdzę, że się nie martwię”. Zgodnie z deklaracjami stołecznego psychiatry chorzy uspokajają się, słysząc takie zapewnienia, i jestem skłonny w to uwierzyć. Z pewnym wysiłkiem mógłbym nawet przyjąć, że prof. Święcicki ma na uwadze wyłącznie dobro pacjentów, nie zaś potrzebę szerzenia swojego światopoglądu. Jednak i w takim wypadku psychiatra powinien szanować podmiotowość chorych, a nie wykorzystywać ich trudne położenie – oraz własną rolę autorytetu medycznego – do narzucania im jakichkolwiek przekonań. Dotyczy to również poglądów politycznych.

Po drugie, stopień naukowy i stanowisko profesorskie służą Łukaszowi Święcickiemu za podporę dla stwierdzeń pozbawionych sensu. Dla przykładu: „Było wiele eksperymentów psychologicznych, w których ludzie pod presją otoczenia ewidentnie mówili nieprawdę. 80 proc. ludzi jest podatnych na taką presję”. Takie ogólnikowe odsetki nie mają nic wspólnego z rzeczywistymi wnioskami z badań naukowych, pokazującymi, że świat jest zbyt złożony, aby można go było zamknąć w prostych formułkach. Przypomina to niesławną zasadę 7-38-55, według której tylko 7% przekazywanych przez nas informacji miałoby się mieścić w treści słów, a cała reszta – w tonie głosu i komunikacji niewerbalnej (to naturalnie wierutna bzdura).

Po trzecie, profesor Święcicki łączy przynależność do Komitetu Obrony Demokracji z problemami lub wręcz zaburzeniami psychicznymi. „Mam wrażenie, że to się dzieje z KOD, co jakiś czas przejawia symptomy obłędu udzielonego”, mówi psychiatra na samym początku wywiadu. Następnie zastrzega: „ja o tym obłędzie mówię trochę w cudzysłowie”, „cały czas mówię o populacji ludzi chorych”, ale nie przeszkadza mu to chwilę później stwierdzić: „mamy blisko do narodowej dwubiegunowości”, a potem ocenić przytoczonych przez prowadzącego wypowiedzi słowami „to graniczy z psychozą” i „co tu dużo mówić – kompletnie chore”. Nie reaguje też na podsuniętą mu niby-diagnozę manifestacji KOD-u („Czy to nie wygląda na zbiorową paranoję?”). Trudno się dziwić temu przemilczeniu, skoro pod koniec rozmowy sam Święcicki diagnozuje: „uczestnicy demonstracji KOD są niepewni i poszukują potwierdzenia własnej wartości, wzajemnej akceptacji”. Przy okazji wyraża swoją tęsknotę: „Niestety, nie jestem profesorem całego narodu”.

Wypowiedzi Łukasza Święcickiego doczekały się stanowczych reakcji: oświadczenia Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, listu otwartego grupy polskich psychiatrów oraz artykułu ks. Jacka Prusaka w internetowym wydaniu „Tygodnika Powszechnego”. Chciałbym jednak zwrócić uwagę nie tylko na sam wywiad, ale też na opublikowane 20 maja oświadczenie prof. Święcickiego, stanowiące odpowiedź na krytykę.

Lektura oświadczenia mnie zasmuciła. Bez niej mógłbym jeszcze liczyć na to, że końcowe brzmienie niektórych sformułowań z rozmowy można wytłumaczyć jakimś zamieszaniem w autoryzacji. Tymczasem prof. Święcicki pisze jedynie o „niewłaściwej formie przedstawienia wywiadu” i swojej niezgodzie na „dobór okładki i śródtytułów”. To prawda, że tytuł „Symptomy obłędu udzielonego” jest tabloidowy, a zapowiedź na okładce – skandaliczna („PiS-obłęd. Jak miliony Polaków wpadły w jego sidła – wyjaśnia psychiatra, prof. Łukasz Święcicki”) [3]. Skoro jednak przytoczone wyżej cytaty są rzeczywistymi wypowiedziami profesora, to trudno mi wziąć za dobrą monetę jego obecne zapewnienia: „Nie było moją intencją twierdzenie, że osoby o innych poglądach politycznych są chore psychicznie”; „Nie uważam, że psychiatrzy powinni wpływać na poglądy polityczne swoich pacjentów”; „Jedynym celem mojej wypowiedzi było zwrócenie uwagi na to, że niektóre nieodpowiedzialne wypowiedzi polityków mogą wywierać zły wpływ na osoby o wrażliwej psychice”.

Trzeba jednak zauważyć, że atakowanie przeciwników przy użyciu pojęć pseudomedycznych zdarza się w Polsce po różnych stronach politycznego sporu. Władysław Bartoszewski wołał kiedyś: „nie wierzcie frustratom, nie wierzcie dewiantom psychicznym”, a uczestnicy konwencji wyborczej Platformy Obywatelskiej nagradzali go burzą braw (można tego posłuchać pod koniec pierwszej minuty nagrania na stronie TVN 24). Krystyna Skarżyńska – profesor psychologii – nie miała oporów przed publicznym diagnozowaniem Jarosława Kaczyńskiego oraz jego zwolenników, a media takie jak „Newsweek” i „Gazeta Wyborcza” udostępniały dla jej wypowiedzi swoje łamy.

Tak jak zwykle, mało interesuje mnie dociekanie, które partie i które grupy społeczne mają na koncie więcej takich wypowiedzi. Wolę piętnować konkretne nadużycia [4].

Last but not least, opisane tu zniekształcanie języka naukowego (psychiatrycznego i psychologicznego) ma jeszcze jeden smutny skutek, niezwiązany bezpośrednio z polityką. Prowadzi ono mianowicie do stygmatyzowania osób ze schizofrenią czy chorobą afektywną dwubiegunową, a więc do mylącego i szkodliwego utożsamiania zaburzeń psychicznych z wadami moralnymi. Pisząc tę notkę, bardzo starałem się nie powiedzieć, że ktoś np. „zarzuca komuś paranoję”, ponieważ miałoby to niewiele więcej sensu niż „zarzucanie białaczki” lub „zarzucanie raka”. Osoby, które zmagają się ze schorzeniami psychicznymi, nie są niczego winne, nie mogą też się natężyć i jednym ruchem pokonać swoich problemów; nie powinniśmy więc pisać o zaburzeniach tak, jakby były czymś moralnie złym. Bardzo mądrze ujął to Adam Bodnar, obecny Rzecznik Praw Obywatelskich:

Mamy tu do czynienia z regularnym naruszaniem godności osób autentycznie chorych lub mających w przeszłości doświadczenie z chorobą psychiczną […]. Politycy, używając takich a nie innych wyrażeń, przyczyniają się do stygmatyzacji, dyskryminacji i wykluczenia tych osób. Robią z nich grupę wykluczoną społecznie, której powinniśmy się wstydzić, do której nie powinniśmy się przyznawać […]. Wielkie straty wizerunkowe przynosi również określanie szpitali i placówek leczących osoby chore psychicznie terminami „wariatkowo”, „psychiatryk”, „dom bez klamek”.

[…] Ludzie chorzy potrzebują naszej pomocy i wsparcia. Ale przede wszystkim szacunku i docenienia ich podmiotowości. Chcieliby być z nami i chcieliby wiedzieć, że nie przestali być nam potrzebni – że są pełnoprawnymi członkami naszego społeczeństwa. […] Jeśli ktoś publicznie kpi z choroby psychicznej i wyśmiewa placówki lecznicze, powinien ponad wszelką wątpliwość wiedzieć, że postępuje niegodnie i popełnia poważne nadużycie moralne.

Amen.

____________

Mój blog ma fanpage. Zapraszam do jego odwiedzania.

____________

[1] Dr hab. Łukasz Święcicki jest docentem i ordynatorem Oddziału Chorób Afektywnych w warszawskim Instytucie Psychiatrii i Neurologii, gdzie pracuje obecnie na stanowisku profesora. O ile mi wiadomo, nie posiada stałego tytułu profesorskiego, przez grzeczność jednak stosuję we wpisie skrót „prof.”.

[2] Zapowiedź rozmowy z prof. Święcickim i okładka numeru znajdują się tutaj. Elektroniczną kopię numeru, w którym zamieszczono wywiad, można nabyć w miejscach wskazanych na stronie czasopisma (inną możliwością jest skorzystanie z bezpłatnego tygodniowego okresu próbnego w ramach prenumeraty cyfrowej).

[3] Skoro już jesteśmy przy redakcji pisma, które niezbyt sobie cenię, to dwie drobne złośliwości. Pierwsza: podana przez redaktorów w nawiasie kwadratowym definicja tzw. urojeń ksobnych słowo w słowo pokrywa się z odpowiednim hasłem w polskiej Wikipedii (ale źródła w periodyku nie podano). Drugą złośliwość zainspirował cytat: „Jak to działa, że człowiek przyjmuje presję medialną czy presję otoczenia i uznaje, że Ziemia jest płaska albo że w Polsce obecnie mamy niedemokratyczny reżim?”. Owszem, trudno nie westchnąć, kiedy czyta się przedrukowany w „Gazecie Wyborczej” poradnik niektórych KOD-owców: „Jeśli zabierają cię z domu, zabierz też papierosy (zawsze to jakaś waluta)”. Ale i tak retoryczne utożsamienie obaw o polską demokrację z wiarą w płaskość Ziemi (a czemu nie w nieantropogeniczny charakter globalnego ocieplenia?) zasługiwałoby na jakąś antynagrodę.

[4] Przypis z 23 maja: po rozmowie z Pawłem Pijasem byłbym skłonny stwierdzić, że na przestrzeni kilku ostatnich lat „prawa strona” wyraźnie rzadziej niż jej przeciwnicy korzysta z autorytetów psychiatrycznych i psychologicznych do stereotypizacji politycznych przeciwników. Nie oznacza to automatycznie jej uogólnionej wyższości moralnej (wstępna teza: w kręgach Prawa i Sprawiedliwości funkcję analogiczną do dyskursu medycznego pełni dyskurs moralny lub historyczny), ale jeśli mielibyśmy wiercić dziurę w brzuchu środowiskom specjalistów od psychiki, to pewnie bardziej z powodu tekstów Krystyny Skarżyńskiej niż ze względu na wywiad z Łukaszem Święcickim. Chyba również w wypowiedziach laików (a więc np. polityków i publicystów, nie psychologów bądź lekarzy) język medyczny pojawia się raczej w ustach przeciwników Prawa i Sprawiedliwości niż sympatyków i członków tej partii.

Jednocześnie ta rozmowa pozostaje wyjątkowo niepokojąca, gdyż prof. Święcicki to człowiek zajmujący się leczeniem pacjentów; nie tylko diagnosta społeczny, lecz także terapeuta.

____________

Niektóre z cytowanych fragmentów wywiadu, oświadczenia prof. Święcickiego i KOD-owego poradnika zostały nieznacznie skrócone. Ponadto dla uproszczenia potraktowałem terminy „zaburzenie” i „choroba” jako synonimy, choć w terminologii psychologicznej i psychiatrycznej te dwa pojęcia mają odmienne znaczenia.

1 komentarz:

  1. Staszku paralele peerelowskie sa widoczne jak na dloni. Ja juz tylko czekam na pierwszych Nieznanych Sprawców.

    OdpowiedzUsuń