poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Czy będą strzelać?

Jacek Dehnel napisał w niedzielę na Facebooku: „Za działania antyrządowe będzie się w Polsce strzelać z broni maszynowej”. To gruba przesada, przesłaniająca rzeczywiste zagrożenia.

____________

Dopisek z poniedziałku 11 kwietnia wieczorem: autorzy raportu, który komentował Jacek Dehnel, zamieścili specjalne oświadczenie. Można się z nim zapoznać tutaj.

____________

W ciągu siedmiu godzin notkę Jacka Dehnela polubiło dwa tysiące osób, a udostępniło – półtora tysiąca. Co takiego się w niej znalazło? Otóż pisarz przytoczył fragment ekspertyzy Narodowego Centrum Studiów Strategicznych pt. „Koncepcja Obrony Terytorialnej w Polsce”:

Wyposażona w broń maszynową, umundurowana formacja paramilitarna, może stanowić skuteczny środek zapobiegawczy (odstraszający) działaniom antyrządowym, a także wzmocni w wymierny sposób potencjał operacyjny formacji policyjnych w czasie pokoju.

Nie brzmi to dobrze, ale przed komentowaniem takich informacji warto sprawdzić ich kontekst. Najprawdopodobniej Jacek Dehnel tego nie zrobił i opublikował notkę w przekonaniu, że NCSS to instytucja mająca znaczny wpływ na politykę państwową. W jednym z komentarzy stwierdził: „to jest oficjalny raport”.

NCSS ma rzeczywiście sugestywną nazwę (łatwo pomylić je np. z dawnym Rządowym Centrum Studiów Strategicznych). W istocie jednak jest jedynie „niezależnym ośrodkiem analitycznym”. Nie udało mi się znaleźć jakichkolwiek danych, które pokazywałyby, że rząd korzysta z zaleceń tej organizacji [1]. Nie należy ona na przykład do popieranej przez Ministerstwo Obrony Narodowej Federacji Organizacji Proobronnych. Nawet sami autorzy ekspertyzy uznają (na 31 stronie raportu), iż przedstawiona koncepcja „ma minimalne szanse na wdrożenie do realizacji”.

Co więcej, raport nie zaleca, aby rząd dławił działalność opozycji politycznej, a tym bardziej nie robi tego w sposób zgodny z zarzutami Dehnela (według którego Centrum „jedzie otwartym tekstem”). Interpretacja pisarza świadczy o niezrozumieniu cytowanego dokumentu. Użyte w ekspertyzie wyrażenie „działania antyrządowe” jest rzeczywiście niefortunne, ale podobnie jak w wielu innych wypadkach, tak i tutaj nie ma powodu, aby doszukiwać się czegoś więcej niż pomyłka komunikacyjna autorów. Cały dokument jest zresztą dość marny pod względem redakcyjno-językowym.

Lektura raportu wyjaśnia, że tzw. milicyjna koncepcja obrony terytorialnej ma być odpowiedzią na problem „zagrożeń o charakterze niemilitarnym (związanych np. z kryzysem migracyjnym czy zagrożeniami terrorystycznymi)”. Pierwotny dokument wymienia także zadania „związane z przeciwdziałaniem przemytowi […] czy zorganizowanym grupom przestępczym” oraz działania „przeciwko nieoznakowanym grupom specjalnym obcego państwa” (zob. strony 10, 28 i 30). Chodzi tutaj o postulowane potrzeby obronności kraju, a nie o zbrojną walkę z przeciwnikami politycznymi, którą NCSS w dodatkowym wyjaśnieniu (zamieszczonym w łatwo dostępnym miejscu już na dwa dni przed wpisem Jacka Dehnela) określa jako „zjawisko absolutnie niedopuszczalne”.

Owszem, nie odpowiada mi antymigracyjny ton kilku fragmentów ekspertyzy (zwłaszcza na stronie 30). Nie uważam też, aby w czasie pokoju – i to bez wprowadzania stanu wyjątkowego – zasadne było masowe rozdawanie broni maszynowej ludziom niebędącym zawodowymi żołnierzami [2]. Autorzy raportu mówią o możliwości „kryzysu migracyjnego”, ale ten występuje w krajach takich jak Liban (w państwie tym liczba syryjskich uchodźców to mniej więcej jedna czwarta dotychczasowej populacji), na mniejszą skalę w Niemczech bądź Grecji, a w sensie politycznym w Unii Europejskiej rozumianej jako całość. W Polsce, niechętnej przyjmowaniu choćby pojedynczych uchodźców z Bliskiego Wschodu, problem został wyolbrzymiony: boimy się ludzi, których najprawdopodobniej nigdy nie zobaczymy nawet z daleka. Nasz strach jest tani – to inne państwa (często niezamożne) mierzą się z rzeczywistymi konsekwencjami kryzysu na Bliskim Wschodzie.

Mimo to na podstawie raportu nie sposób bronić tezy, że państwo polskie „stacza się w faszystowską dyktaturę”. Nie zawiera on tez, które się mu zarzuca, nie wyznacza również kierunków polityki kraju. Zgoda, o dokumencie rozmawiano w Polskim Radiu oraz w bliskiej rządowi Telewizji Republika, a trzej autorzy uczestniczyli w zamkniętym spotkaniu eksperckim z udziałem Pełnomocnika Ministra Obrony Narodowej ds. Obrony Terytorialnej Kraju. Żadne z tych zdarzeń nie nadaje jednak raportowi NCSS szczególnej państwowej wagi, a tym bardziej nie czyni go oficjalnym dokumentem rządowym (aczkolwiek można uznać autorów za jakąś cząstkę intelektualnego zaplecza „dobrej zmiany”).

Antoni Macierewicz, Minister Obrony Narodowej (fot. Adrian Grycuk)


Jacek Dehnel pomylił się, a co gorsza, wyraził bardzo stanowczą opinię, nie sprawdziwszy przedtem źródeł. Niestety podobnie zrobiło wielu innych komentatorów, zarówno w mediach społecznościowych, jak i np. w serwisie „Na Temat”. O ile jednak nie musimy się bać strzelania do opozycji, o tyle innych powodów do niepokoju nie brakuje. Czego naprawdę można się obawiać?

Oto przykłady. Fanpage „Cała Polska ogląda «Kabaret»” opisuje brunatne wypowiedzi i działania postaci życia publicznego. Stowarzyszenie „Nigdy Więcej” dokumentuje ataki na tle rasistowskim i ksenofobicznym. Co jakiś czas do popularnych mediów przebijają się informacje o pobitych obcokrajowcach, którzy zawinili napastnikom wyłącznie kolorem skóry. Obóz Narodowo-Radykalny upamiętnia tzw. żołnierzy wyklętych, gloryfikując znanego mordercę, co nie przeszkadza dyrektorce płockiego liceum przyjmować członków ONR-u w szkole.

Trudno nie zgodzić się z Jackiem Wesołowskim, który sprawę raportu NCSS komentuje następująco:

To jest sygnał ostrzegawczy dla nas, ale znaczy co innego niż nam się wydaje na pierwszy rzut oka. Nie oznacza mianowicie, że zaraz faszyści zastukają nam do drzwi z kałachami […], tylko że my jesteśmy już na tyle wystraszeni, że czytamy takie rzeczy i natychmiast staje nam przed oczami Macierewicz w mundurze przemawiający z pruskim akcentem.

Członkowie ONR (zdjęcie ze strony organizacji)

Partia rządząca nie reaguje na opisane wydarzenia – i na tym polega nasz problem. Prawo i Sprawiedliwość nie będzie czynnie wspierać skrajnego nacjonalizmu i nie wyśle na ulice bojówkarzy z karabinami, ale wystarczy obojętność polityków (oraz aktywne poparcie dla łagodniejszych przejawów ideologii narodowej), aby sytuacja w kraju się pogarszała.

Jak zachowywać się w tych warunkach? Dobrą receptę daje Grzegorz Sroczyński: „Faszyzm. Było. Koniec demokracji. Było. Zamach stanu. Było. Żeby skutecznie pilnować tej władzy, histeria jest niepotrzebna. To będzie długi marsz, trzeba mieć chłodną głowę i ocean cierpliwości”. I podobnie Michał Smoleń: „Rzeczowa opozycja wobec rządów PiS-u musi wystrzegać się przesadzonych fantazji o Polsce pełnej więzień, cenzury i kontroli. […] Zamiast wpisanej w prawo ksenofobii bójmy się więc pobłażliwości organów państwa wobec działalności «patriotycznej młodzieży»”.

Nic nie wskazuje, aby czekał nas zbrojny konflikt rządu z opozycją. Zamiast zbierać żywność w piwnicach, lepiej skupić się na rzeczywistych negatywnych skutkach „dobrej zmiany” i gęstniejącego w Polsce nacjonalizmu (a w pewnych wypadkach – neonazizmu i neofaszyzmu). Tych niestety nie brakuje.

Mój blog ma fanpage – zapraszam do odwiedzania.

____________

[1] Po publikacji wpisu zwrócono mi uwagę, że dwójka byłych ekspertów NCSS pracuje nad nową koncepcją obrony terytorialnej Polski. Co prawda nie są oni autorami omawianego raportu i trudno określić, czy popierają poszczególne jego postulaty; należałoby też sprawdzić, w jak dużym stopniu angażowali się we wcześniejszą działalność Centrum. Jest to jednak pewien argument na rzecz tezy o jakimś rodzaju związku NCSS z rządem, toteż dalszym działaniom Centrum trzeba będzie się przypatrywać uważniej, niż zakładałem. (Nie wpływa to na pozostałe kwestie poruszone we wpisie).

[2] W tej notce nie formułuję ogólnych sądów na temat sensu powoływania jakichkolwiek organizacji paramilitarnych czy proobronnych. W brunatniejącym klimacie idea ta budzi mój niepokój, ale nie będąc w tej dziedzinie specjalistą oraz mając na uwadze teksty takie jak ten, nie mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że jest to ewidentnie błędne rozwiązanie. Dlatego moje opinie dotyczą tylko wybranych fragmentów koncepcji NCSS oraz sposobu ich komentowania w mediach.

(Dodatkowy przypis po rozmowie ze znajomym: jeden z problemów związanych z masowym uzbrajaniem formacji obrony terytorialnej w „broń maszynową” polega na tym, że w obecnej atmosferze przypuszczalnie doprowadziłoby to do wzmocnienia pozycji rozmaitych nacjonalistycznych ugrupowań. Efektem niekoniecznie byłyby strzelaniny, ale zapewne wzrosłoby poczucie siły i bezkarności części skrajnej prawicy. Do tego dochodzi kwestia jakości szkolenia nowej obrony terytorialnej, w raporcie omówiona tylko pobieżnie. Być może da się znaleźć dobre rozwiązanie dla tych problemów, ale najpierw trzeba przyznać, że one istnieją).

Można by jeszcze dodać, że zespół rozwiązań określonych w raporcie jako koncepcja milicyjna jest tylko jedną z trzech omówionych możliwości, ale to akurat mniej istotne. Na stronie 88 czytamy bowiem: „zasadne jest tworzenie pododdziałów opisywanego wariantu, jako formacje pomocnicze na obszarze całego kraju”. To, że autorzy uważają niektóre składniki koncepcji milicyjnej za słuszne, nie ulega wątpliwości (choć przejrzenie raportu nie dało mi odpowiedzi na pytanie, czy broń maszynowa rzeczywiście miałaby zostać wprowadzona tylko podczas ewentualnego „kryzysu migracyjnego”, czy może jednak również w innych okolicznościach, np. do działań skierowanych „przeciwko nieoznakowanym grupom specjalnym obcego państwa”).

2 komentarze:

  1. Związki NCSS z naszym rządem są znacznie silniejsze, niż moglibyśmy się pocieszać:

    http://ncss.org.pl/pl/aktualnosc/484-byly-ekspert-narodowego-centrum-studiow-strategicznych-pelnomocnikiem-mon-ds-obrony-terytorialnej-kraju

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dodałem właśnie link we wpisie, ktoś jeszcze zwrócił mi na to uwagę. Z jednej strony to istotna informacja, z drugiej strony – chodzi o dwu byłych ekspertów NCSS, którzy nie są twórcami raportu. Niekoniecznie wszyscy w tej organizacji myślą tak samo. Ale trzeba będzie się przypatrywać.

      Usuń