Skąd czerpać wiedzę na temat uchodźców oraz imigrantów1 z Bliskiego Wschodu? Jak może im pomóc państwo polskie, a jak – każde z nas z osobna? Z jakimi problemami trzeba się zmierzyć, jeśli chcemy, aby wsparcie było skuteczne?
____________
W internecie krąży wiele relacji, zdjęć i filmów, które mają świadczyć o niewłaściwym zachowaniu uchodźców. Wiarygodność tych materiałów jest często niejasna: nie znamy języka ani kontekstu, nie można znaleźć niezależnych źródeł potwierdzających daną informację. Ponadto pojedyncze nagrania są kiepską podstawą do wyciągania wniosków dotyczących setek tysięcy ludzi. Gdyby było inaczej, zamieszki w Warszawie, kolaże przypadkowych materiałów oraz niezliczone przykłady codziennego wandalizmu i braku poszanowania dla dobra wspólnego wystarczałyby do uznania samych Polaków za barbarzyński naród.
Trzeba też pamiętać, iż doniesienia z austriackiej granicy i budapeszteńskiego dworca dotyczą migrantów, którzy nierzadko mają za sobą wiele tygodni tułaczki w fatalnych warunkach. Psychologowie wiedzą od dawna, że mamy skłonność do niedoceniania wpływu sytuacji na ludzkie zachowanie, a przeceniamy znaczenie czynników wewnętrznych (osobowości, temperamentu, charakteru). Nie wiemy, jak sami byśmy postępowali, gdyby postawiono nas w położeniu dzisiejszych Erytrejczyków lub Syryjczyków.
Zdjęcia z wojny w Syrii, lata 2012–2013 (źródło)
Na szczęście nietrudno znaleźć bardziej systematyczne informacje. W internecie dostępne są na przykład podstawowe dane statystyczne i historyczne w pytaniach i odpowiedziach, a także analiza dziesięciu najpopularniejszych zastrzeżeń wobec przyjmowania migrantów. Opierając się na tych tekstach, można też dotrzeć do wielu dalszych źródeł, takich jak dane Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców bądź Eurostatu.
Bardziej narracyjny charakter ma anglojęzyczny komiks ukazujący dzieje konfliktu w Syrii, ze szczególnym uwzględnieniem roli zmian klimatycznych. Z kolei w dzienniku „The Guardian” przedstawiono cztery historie uchodźców opisane przez pryzmat tego, co zabierają ze sobą na Stary Kontynent.
Dodatkowo można zajrzeć do krytycznego przeglądu osiemnastu memów o uchodźcach. Znajdują się tam kolejne odniesienia, między innymi do obliczeń Pew Research Center wskazujących, że do 2030 roku wyznawcy Allacha prawdopodobnie nie będą stanowili więcej niż 8% europejskiej populacji (dzisiaj: 6%), a różnica dzietności między muzułmankami a kobietami niemuzułmańskimi będzie maleć.
Syryjska uchodźczyni z dzieckiem w Turcji, 2012 rok (źródło)
Sięgnięcie do powyższych danych uśmierzy część naszych obaw. A gdyby ktoś nie był przekonany i nadal widział w imigracji zagrożenie, proponuję przyjąć następujący wspólny mianownik: z powodów geopolitycznych trudno sobie wyobrazić całkowite zamknięcie granic przed uchodźcami z Bliskiego Wschodu. Zacznijmy więc rozmawiać o konkretach – o tym, jak najlepiej zorganizować pobyt osób przyjeżdżających do Polski.
Zbliżone pytania o praktykę powinni sobie postawić ci spośród nas, którzy – tak jak ja – uważają przyjmowanie migrantów za wymóg nie tylko geopolityczny, lecz także etyczny. Wiele przecież zależy od tego, jak podejdą do sprawy urzędnicy rozpatrujący wnioski2, jaką rolę odegrają organizacje pozarządowe, jakie mieszkania zostaną zaproponowane imigrantom, jakie będą mieli szanse na znalezienie pracy, ile znajdzie się osób znających język arabski, ilu z uchodźców zapragnie sprowadzić swoje rodziny, ilu będzie chciało ruszyć w dalszą drogę do Niemiec (zapewne sami jeszcze nierzadko tego nie wiedzą)…
Od odpowiedzi na takie pytania zależy to, w jaki sposób zorganizujemy bezpośrednią pomoc dla uciekinierów przekraczających nasze granice (osobną kwestią jest średnio- i długoterminowe przekształcenie naszego państwa w kraj bardziej przyjazny uchodźcom). Bardzo potrzebujemy kompetentnych opracowań na ten temat; jeśli krytykujemy postawy wrogie imigrantom, powinniśmy to uzupełnić poszukiwaniem i upowszechnianiem takiej wiedzy. Równocześnie jednak nie zapominajmy, że nawet ułomna pomoc udzielona w Polsce może daleko przekraczać to, na co mieliby szansę uchodźcy w krajach pochodzenia. I nie mam tu na myśli wyłącznie wsparcia pieniężnego (skądinąd niewysokiego i pochodzącego również z kasy unijnej), ale przede wszystkim podstawowe poczucie bezpieczeństwa, które należy się wszystkim ludziom. Możemy tylko sobie wyobrażać, jak to jest, gdy pewnego dnia ktoś przestaje się martwić, czy jutro znowu nie zaczną do niego strzelać.
Przy tym wszystkim nie przestawajmy myśleć o ludziach, którzy pozostali na obszarach dotkniętych nędzą i wojną. Dzieci, kobiety, starsi – w swoich społeczeństwach należą oni do grup szczególnie potrzebujących pomocy. Właśnie stąd może pochodzić wysoki odsetek mężczyzn pośród osób ubiegających się o azyl w Unii Europejskiej: im najłatwiej wyruszyć za granicę, gdy sytuacja jest już całkiem nie do zniesienia3. Ale nie tylko płeć się liczy. Zapewne również wśród mężczyzn częściej wyjeżdżają ludzie mogący opłacić przemytników (a więc bogatsi), mający korzystniejsze znajomości, lepiej znający zachodnie języki. Nie jest to jeszcze powód, abyśmy im nie pomagali (majątek uciekiniera z Syrii, jeśli jeszcze jakikolwiek mu pozostał, ma się nijak do zasobów dostępnych w państwach europejskich), lecz tym większym zaniedbaniem byłoby porzucenie wsparcia dla osób, które wciąż przebywają w najmniej fortunnych krajach Bliskiego Wschodu.
Obóz dla syryjskich uchodźców w Libanie – państwie, w którym liczba przybyszów z Syrii
wynosi ok. 25% stałej ludności kraju (źródło, autor zdjęcia)
Ostatnia kwestia – to możliwości indywidualnej pomocy uchodźcom i migrantom. Nie zastąpimy w tym państw europejskich i partii politycznych, na które warto naciskać. Możemy jednak zaangażować się w inny sposób: uczestnicząc w świeckich i religijnych wydarzeniach wyrażających solidarność z uchodźcami, dzieląc się wiadomościami o krzepiących deklaracjach hierarchów Kościoła katolickiego w Polsce i Europie, wpłacając pieniądze na konta organizacji humanitarnych (część z nich, tak jak PAH, działa bezpośrednio w krajach ogarniętych wojną), wreszcie podejmując inne działania, których listy zaczęły już powstawać w sieci.
I pamiętajmy: nie jesteśmy w tym wszystkim sami. Od wiedeńskich wolontariuszy przynoszących dary na dworzec aż po parafię z poznańskich Jeżyc, gdzie już w niedzielę zebrano dwadzieścia tysięcy złotych na opłacenie czynszu rodzinie uchodźczej – ludzi osobiście angażujących się w pomoc dla migrantów może być więcej, niż nam się wydaje.
____________
____________
Mój blog ma fanpage – zapraszam do odwiedzania.



Ta krzepiąca wieść to odpowiedź naszych biskupów "to problem świecki".
OdpowiedzUsuńTrudno się nie zgodzić, że jeśli chodzi o systematyczną pomoc, to państwo ma większe możliwości niż Kościół. Ale może niech każdy sam oceni, linki do oświadczenia Prezydium KEP oraz innych wypowiedzi znajdują się we wpisie.
Usuń